Zapowiedzi wydawnicze 2017

2017/01/30

Zapowiedzi Powergraphu na 2017 (tytuły mogą jeszcze ulec zmianie):
.
Marzec: Michał Cetnarowski Bestia najgorsza (zbiór opowiadań w serii Kontrapunkty).
.
Kwiecień: Jakub Nowak Amnezjak (zbiór opowiadań); Wojciech Zembaty Głodne Słońce. Ołtarz i krew, Rafał Kosik Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony.
.
Oraz: Anna Kańtoch Niepełnia (powieść w serii Kontrapunkty); Robert M. Wegner Opowieści z meekhańskiego pogranicza t. 5; Cezary Zbierzchowski Distortion (powieść, militarna SF), Rafał Kosik Różaniec (powieść SF); Radek Rak Baśń o wężowym sercu (powieść); Rafał Kosik Felix, Net i Nika t. 15

Najnowsza powieść Wita Szostaka

2015/09/8

Wit Szostak - Wróżenie z wnętrzności - okładka Kontrapunkty21 października w serii Kontrapunkty ukaże się najnowsza powieść Wita Szostaka Wróżenie z wnętrzności. Prezentujemy jej okładkę.

Każdy choć raz chciał odejść: zostawić wszystko, odwrócić się i zniknąć. Mateusz porzuca błyskotliwą karierę i zamieszkuje na dworcu kolejowym. Jego brat Błażej od dwudziestu lat nie wypowiedział ani słowa. Ale nic nie jest takie, jak się z początku wydaje. Dworzec Mateusza jest śródziemnomorską willą, zatopionym wśród beskidzkich lasów schronieniem dla ludzi i bogów. A milczący Błażej szeptem opowiada tajemniczą historię o odejściach i powrotach. To opowieść o dwóch braciach i Marcie, bogini Poświatowa, pełna niedopowiedzeń i pulsującego erotyzmu wyprawa w poszukiwaniu mitologii życia.
.

Nowa powieść Wita Szostaka

2015/08/5

Wit Szostak. Fot. zukistudio.com

.

Na jesieni w serii Kontrapunkty wydawanej przez Powergraph ukaże się nowa powieść Wita Szostaka Wróżenie z wnętrzności.

Każdy choć raz chciał odejść: zostawić wszystko, odwrócić się i zniknąć. Mateusz porzuca błyskotliwą karierę i zamieszkuje na dworcu kolejowym. Jego brat Błażej od dwudziestu lat nie wypowiedział ani słowa. Ale nic nie jest takie, jak się z początku wydaje. Dworzec Mateusza jest śródziemnomorską willą, zatopionym wśród beskidzkich lasów schronieniem dla ludzi i bogów. A milczący Błażej szeptem opowiada tajemniczą historię o odejściach i powrotach. To opowieść o dwóch braciach i Marcie, bogini Poświatowa, pełna niedopowiedzeń i pulsującego erotyzmu wyprawa w poszukiwaniu mitologii życia.

Ostatnia z powieści Wita Szostaka, Sto dni bez słońca, nominowana była do Paszportów Polityki 2014; przedostatnią, Fugę, nominowano no Nagrody NIKE 2013.

Robert M. Wegner o Pamięci wszystkich słów

2015/04/20

Już 6 maja premiera Pamięci wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza, a na nadchodzącym Pyrkonie - prapremiera książki. Posłuchajcie, co Robert M. Wegner mówi o najnowszym tomie Meekhanu.

Meekhan.com - pogranicze w Internecie

2015/04/14

Pamięć wszystkich słów - okładka

Logo Meekhan.comRuszyła strona meekhan.com, która zawiera najważniejsze informacje o coraz obszerniejszym świecie Meekhanu, stworzonym przez Roberta M. Wegnera, autora popularnego cyklu fantasy Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wraz ze stroną zadebiutowało również logo Meekhanu i ostateczna wersja okładki Pamięci wszystkich słów, najnowszej części cyklu.

Wydawnictwo Powergraph, wydawca książek Roberta M. Wegnera, postanowiło zebrać w jednym miejscu najważniejsze informacje o wydanych do tej pory książkach i ich autorze. Strona zawiera też parę darmowych opowiadań, a także unikalne fragmenty prozy stworzone przez pisarza z okazji premiery Pamięci wszystkich słów, która będzie miała prapremierę podczas Pyrkonu.

– Marzymy o tym, żeby Meekhan.com stał się w przyszłości centrum wiedzy o meekhańskim pograniczu – mówi Kasia Kosik-Sienkiewicz. – Fani prozy Wegnera będą też mogli dowiedzieć się ze strony o najbliższych spotkaniach autorskich, obecności na konwentach, recenzjach i wywiadach.

Wydawca zakłada, że strona będzie stopniowo rozbudowywana o nowe sekcje, zawierające między innymi wywiady, filmiki, a także galerię grafik. Wydawca liczy na pomoc fanów, ponieważ universum Meekhanu bardzo szybko rozrasta się. Sprzyja temu wielowątkowość prozy Roberta M. Wegnera, która jest swoistą mozaiką postaci, wydarzeń, społeczności, miejsc, wierzeń i różnorodnych zwyczajów.

Tradycyjne kwietniowe premiery Powergraphu

2015/04/1

Władca Meekhanu - okładkaStało się! Dziś już możemy ogłosić, że Powergraph podpisał umowę z George’em R.R. Martinem, w myśl której nasz drogi George przekazał odpowiedzialne zadanie kontynuacji Pieśni Lodu i Ognia naszemu wspaniałemu Robertowi M. Wegnerowi (który od dziś przyjął dwa nazwiska: Robert M.M. Wegner lub J.R.R. Wegner - w zależności od weny). Prezentujemy premierową okładkę, a także nasze najbliższe plany wydawnicze. Wierni czytelnicy będą z pewnością usatysfakcjonowani - przed nami wiele kontynuacji. Nie zabraknie spotkań z Lesławem Srebroniem, godnego następcę otrzymało również nasze Pożądanie, udało nam się także parę spektakularnych przejęć gwiazd rodzimej klawiatury. Jest na co czekać!

Kolejna część „Amelii i Kuby. Kuby i Amelii” już w kwietniu!

2015/03/12

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia. Nowa Szkoła - okładka22 kwietnia będzie miała premierę najnowsza książka Rafała Kosika dla młodych czytelników Amelia i Kuba. Kuba i Amelia. Nowa szkoła, która tym razem ukaże się w jednym tomie.

Jedenastolatkowie Amelia i Kuba oraz ich rodzeństwo – superinteligentny dziesięcioletni Albert i zwariowana sześciolatka Mi – idą do nowej szkoły. Jak się odnajdą w nowym miejscu wśród nieznanych rówieśników? Nowa szkoła opowiada o ważnych sprawach małych ludzi w sposób zabawny i wciągający. Powieść dla dzieci od lat siedmiu do dwunastu, ale i starsi czytelnicy znajdą w niej coś dla siebie.

.

.

Pamięć wszystkich słów - termin premiery

2015/03/11

Opowieści z meekhańskiego Pogranicza. Północ-Południehód.

.Opowieści Wschód-Zachów

.Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego Pogranicza.

.

.
.

.

.

.

Jak już informowaliśmy: na tegorocznym Pyrkonie prapremierę będzie miał IV tom cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Roberta M. Wegnera. W księgarniach Pamięć wszystkich słów dostępna będzie od 6 maja. Książkę przedpremierowo, poza Pyrkonem, będzie można kupić również w sklepie Powergraphu.

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - prapremiera

2015/02/16

Opowieści z meekhańskiego Pogranicza. Północ-Południehód.

.Opowieści Wschód-Zachów

.Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego Pogranicza.

.

.
.

.

.

.

Na rozpoczynającym się 24 kwietnia Pyrkonie prapremierę będzie miał długo oczekiwany IV tom cyklu „Meekhańskich opowieści” Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza Roberta M. Wegnera.
O terminach spotkania z autorem w trakcie trwania konwentu oraz premiery książki w księgarniach poinformujemy wkrótce.

Do tej pory w cyklu ukazały się:
Opowieści z meekhańskiego pogranicza Północ-Południe (2009)
Opowieści z meekhańskiego pogranicza Wschód-Zachód (2010)
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza (2012)

FNiN KDM - trailer

2014/11/6

Oberki do końca świata

2014/11/5

Oberki do końca świata - okładkaKontrapunkty - logoPrzedstawiamy okładkę wznowienia Oberków do końca świata Wita Szostaka, które nakładem Powergarphu ukażą się 28 listopada.

Odchodzący w zapomnienie świat wiejskich muzykantów. Książka napisana piękną frazą, w rytmie oberków, pełna melodii słów i magii muzyki wygrywanej na skrzypcach. To opowieść o życiu i śmierci, o miłości i o przemijaniu. To proza osadzona mocno w polskiej tradycji, sięgająca korzeni muzyki ludowej i zarazem bardzo nowoczesna, gęsta, niemalże transowa. Rodzimy realizm magiczny, nostalgiczna podróż do świata, który umarł, a któremu Wit Szostak podarował nieśmiertelność.

Polaroidy z zagłady - okładka

2014/08/18

Polaroidy z zagłady - okładkaKontrapunkty - logoPrzedstawiamy okładkę powieści Polaroidy z zagłady Pawła Palińskiego, która ukaże się nakładem Powergraphu w serii Kontrapunkty. Książka swoją prapremierę będzie miała na Polconie, a do księgarń trafi na początku września.
.

.

.

.

Najnowsza powieść Pawła Palińskiego już wkrótce!

2014/08/14

Premiera odbędzie się na tegorocznym Polconie, odbywającym się w dniach 4-7 września w Bielsku-Białej.

Paweł Paliński
Polaroidy z zagłady

Kiedy przychodzi zbyt wcześnie, przynosi cierpienie. Co jednak, jeśli nadejdzie za późno?
Opowieść o śmierci zawsze jest historią o samotności.

Terasę Szulc opuścili wszyscy. Podobnie jak jej miasto i wszystkie miejscowości w okolicy. Czy jednak naprawdę jest sama? Co można uczynić, kiedy zostało się ostatnim człowiekiem – w S., w Polsce, na Ziemi? Pozostaje walka o przetrwanie.

Powieść Pawła Palińskiego lokuje się na przecięciu kulturowych i popkulturowych dróg. Realizm McCarthy’ego spotyka się tu z oryginalnością narracyjną World War Z, chłodna bezwzględność Sartre’a z emocjonalnym okrucieństwem Kirkmana i jego Żywych trupów, a estetyka Romero z filozofią Derridy. Żyjemy w epoce końca czasów – nawet jeśli ten koniec jest jednocześnie początkiem nieznanego.

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Tom 4 - przesunięcie premiery

2014/07/3

Opowieści z meekhańskiego Pogranicza. Północ-Południehód.

.

.Niebo ze stali

.

.Opowieści z meekhańskiego Pogranicza. Wschód_Zachód

.

.
.

.

.

.

Długo oczekiwana premiera kolejnego tomu serii Opowieści z meekhańskiego pogranicza Roberta M. Wegnera, zeszłorocznego podwójnego laureata Nagrody im. Janusza A. Zajdla,  miała mieć miejsce na tegorocznym Polconie, który odbywał się w dniach 4-7 września w Bielsku-Białej. Do tej pory w cyklu ukazały się:
Opowieści z meekhańskiego pogranicza Północ-Południe (2009)
Opowieści z meekhańskiego pogranicza Wschód-Zachód (2010)
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza (2012)

Informujemy, że nie znamy jeszcze daty premiery IV tomu cyklu.
Publikujemy kilka słów od Roberta M. Wegnera, prosimy o wyrozumiałość dla Autora i dla nas, i o cierpliwość. Wiemy, że czekacie i bardzo nas to cieszy, praca nad książką wymaga jednak czasu i spokoju. Podamy termin premiery, kiedy tylko będziemy mogli. Obiecujemy również informować Was na bieżąco o postępach. Większa część książki jest zredagowana, ba!, skorekcona, niech żywi nie tracą zatem nadziei!

Mili moi.

Na początku chciałbym Was przeprosić, że tyle musicie czekać na kolejną część „Opowieści” i z przykrością poinformować, że to jeszcze trochę potrwa. Jako autor, lecz również człowiek ciężko pracujący by utrzymać rodzinę, przeliczyłem się nieco z własnymi siłami więc nie będę mógł oddać tekstu w ręce Wydawcy w tym terminie, który zaplanowaliśmy. To tylko moja wina, podszedłem do tej pracy ze zbyt dużym optymizmem, nie uwzględniając tzw. losowych wypadków ani tego, że pisanie nie zawsze idzie tak dobrze, jak bym chciał. Najważniejszą sprawą jest jednak, że chcę oddać w Wasze ręce historię kompletną i pełną, potrzebuję więc jeszcze trochę czasu, by ją zamknąć.
Bardzo przepraszam wszystkich tych, którzy nie mogą się doczekać książki i proszę i jeszcze trochę cierpliwości.

Robert M. Wegner

Premiera nowej serii Rafała Kosika

2014/05/20

Amelia i Kuba - okładka

Kuba i Amelia - okładka21 maja premierę będą miały dwie nowe książki Rafała Kosika, które, mamy nadzieję, zapadną w pamięć czytelników podobnie jak cykl „Felix, Net i Nika”.
Amelia i Kuba. Godzina duchów oraz Kuba i Amelia. Godzina duchów to opowieść o nawiedzonym domu, ale tym razem nie jest to budynek sprzed wieków, lecz nowy apartamentowiec na warszawskim osiedlu, do którego dopiero zaczynają się sprowadzać mieszkańcy, typowi przedstawiciele polskiej klasy średniej. Jedenastoletnia Amelia poznaje jedenastoletniego Kubę, a zwykła przeprowadzka okazuje się początkiem niezwykłej przygody, w którą zamieszani będą: Amelia i Kuba, szalony naukowiec, legwan Franek, sąsiadka – pani Kożuszek, nadpobudliwy pies Imbir, pewna nierozgarnięta Celebrytka, nowa linia jogurtów, wybitnie inteligentny  dziewięcioletni brat Amelii i absolutnie postrzelona, złośliwa sześcioletnia siostra Kuby. No i jeszcze… DUCHY. Takie całkiem współczesne.
Nietypowe jest to, że tak naprawdę całość tworzą dwie książki. Jedna opowiada historię Amelii, druga Kuby. Każda jest zamkniętą całością, ale aby zrozumieć tę drugą osobę, warto przeczytać wersję „przeciwną”, dopiero wtedy opowieść będzie pełna i wszystko się wyjaśni. Dla czytelnika 7–12 lat.
Jak napisał Agaton Koziński w „Polska The Times”: „Całość aż iskrzy się od humoru, zabawnych (ale czasami strasznych) zdarzeń. Wygląda na to, że Kosik znalazł kolejny zestaw bohaterów, którzy popularnością dorównają Felixowi, Netowi i Nice”.
.

Zapraszamy do zapoznania się z fragmentami.

Nowa seria Rafała Kosika

2014/04/25

Amelia i Kuba - okładka

Kuba i Amelia - okładkaDziś (piątek, 25 kwietnia) do druku trafia nowa książka Rafała Kosika (jego cyklu „Felix, Net i Nika” dotychczas sprzedano ok. 600 tys. egzemplarzy). Książka, której premierę przewidziano na 21 maja, adresowana jest do odbiorców w wieku 7-11 lat. Niecodzienną jej cechą jest to, że ma dwie wersje - opowiadana jest bowiem z punktu widzenia dwójki bohaterów. Dlatego też i tytuły ma dwa: Kuba i Amelia. Godzina duchów oraz Amelia i Kuba. Godzina duchów. Aby poznać wszystkie szczegóły i motywy działania bohaterów najlepiej przeczytać obie wersje. Różni ludzie mogą zupełnie inaczej oceniać czy interpretować te same zdarzenia. Jednak każda z wersji osobno również jest ciekawą lekturą. Rzecz dzieje się w nawiedzonym domu - ale, jak na dzisiejsze czasy przystało, ów dom to nie stary pałac, lecz nowo wybudowany apartamentowiec na warszawskim osiedlu dla klasy średniej. Podobnie jak seria „Felix, Net i Nika”, opowieść o Kubie i Amelii jest mocno osadzona w polskich realiach, a przygody dzieciaków związane są z niezwykłymi wynalazkami i nowoczesnymi technologiami. Dzieci muszą wykazać się naprawdę sporym sprytem, by ponaprawiać to, co zepsują dorośli…

Sto dni bez słońca - okładka

2014/02/14

Sto dni bez słońca - okładkaKontrapunkty - logoPrzedstawiamy okładkę powieści Sto dni bez słońca Wita Szostaka, która ukaże się nakładem Powergraphu w serii Kontrapunkty. Książka swoją prapremierę będzie miała na Pyrkonie a do księgarń trafi na początku kwietnia.
.

.

.

.

Przedksiężycowi III

2013/11/14

Przedksiężycowi IIIF+Przedstawiamy okładkę długo oczekiwanego trzeciego tomu Przedksiężycowych Anny Kańtoch. Książka trafi do księgarń 6 grudnia.

.

.

.

.

.

Plany wydawnicze Powergraphu na koniec roku 2013 i I kwartał 2014

2013/10/16

2013
20 listopada - Rafał Kosik Felix, Net i Nika oraz Sekret Czerwonej Hańczy (powieść, oprawa twarda, e-book od 27 listopada)
22 listopada - Emil Strzeszewski Ektenia (powieść, e-book)
29 listopada - Anna Kańtoch Przedksiężycowi III (powieść, oprawa twarda + e-book)
.
I kwartał 2014
Robert M. Wegner Opowieści z meekhańskiego pogranicza tom IV (powieść, oprawa twarda + e-book)
Wit Szostak Sto dni bez słońca (powieść, seria Kontrapunkty, oprawa twarda + e-book)
Paweł Paliński Twoje oczy rejestrują śmierć (powieść, seria Kontrapunkty, oprawa twarda + e-book)
Paweł Majka (spaceopera, e-book)
Michał Protasiuk Ad Infinitum (thriller, oprawa miękka + e-book)
a to raczej nie wszystko, szczególnie jeżeli chodzi o e-booki, i ciąg dalszy nastąpi…

Nowi Ludzie - zapowiedź

2013/08/19

Nowi Ludzie - okładka SF+Nowi Ludzie Rafała Kosika to kontynuacja wydanego w 2011 roku zbioru Obywatel, który się zawiesił.
Science fiction, horror i sensacja w jednym.
Zderzenie kultury i technologii w społeczeństwach, jakie nadejdą.
Niezwykłe, często niepoprawne politycznie, wizje przyszłości.
Teksty Rafała Kosika to pełne grozy opowieści, w których nic nie jest oczywiste, a fabuły trzymają w napięciu niczym w najlepszych thrillerach.
Premiera zbioru będzie miała miejsce na tegorocznym Polkonie.

Holocaust F - zapowiedź

2013/08/19

Holocaust F - okładka SF+Przedstawiamy okładkę Holocaustu F Cezarego Zbierzchowskiego.
Końce świata mają w fantastyce malowniczą tradycję. Co jednak, kiedy rozpadają się nie tylko światy, ale też sensy, społeczeństwa, systemy metafizyczne i ontologie?
To ambitna hard sf w nowoczesnym stylu, kreśląca kształt nieubłaganej przyszłości, opowiadająca o wojnie, w której akcje militarne same w sobie są dziełami sztuki.
Holocaust F to dynamiczna mieszanka energii Strossa, rozmachu wizji Stephensona, pesymizmu Wattsa i więcej niż szczypty szaleństwa Dicka. Takie książki zdarzają się niezwykle rzadko, ale kiedy już się ukazują, niezmiennie stają się wielkim czytelniczym świętem.
Książka po raz pierwszy ukaże się na tegorocznym Polkonie.

Nowy e-book SF Powergraphu!

2013/07/8

Requiem dla lalek - okładka Przedstawiamy okładkę e-booka Requiem dla lalek Cezarego Zbierzchowskiego, pierwsze wydanie książki ukazało się jesienią 2008 roku; zawierało osiem tekstów o tematyce SF i zostało bardzo dobrze przyjęte przez czytelników i krytykę. Po pięciu latach, w przededniu premiery długo oczekiwanej debiutanckiej powieści Zbierzchowskiego Holocaust F, Powergraph postanowił przypomnieć czytelnikom jedną z najważniejszych współczesnych polskich książek fantastycznych.

Nowe wydanie zostało wzbogacone o opowiadania Smutek parseków i Płonąc od środka, pochodzące z późniejszych antologii Powergraphu, a także o niepublikowane jeszcze opowiadanie Garcia z 2003 roku. Teksty, w większości luźno powiązane, stworzyły podstawy świata Rammy, który stał się następnie miejscem akcji (a także „bohaterem”) Holocaustu F. Zbiorek ukaże się w połowie lipca, tylko jako e-book, w cenie 9,90 zł.

Nowy Felix już dostępny w przedsprzedaży

2013/04/11

FNiN NH

I dusza moja - okładka

2013/03/5

I dusza mojaPrKontapunktyezentujemy okładkę książki Michała Cetnarowskiego I dusza moja. Zdjęcie i projekt okładki są wynikiem współpracy Rafała Kosika i Jana Kosika.

Prapremiera książki odbędzie się na Pyrkonie.
.

.
.

.

Zapowiedzi Powergraph na I połowę 2013 r.

2013/02/4

Pożądanie - okładkaluty
Pożądanie. Antologia opowiadań miłosnych, zmysłowych, erotycznych i dziwnych Michał Cetnarowski, Anna Kańtoch, Jakub Małecki, Jakub Nowak, Łukasz Orbitowski, Bernadeta Prandzioch, Marcin Przybyłek, Piotr Rogoża, Wit Szostak, Szczepan Twardoch, Jarosław Urbaniuk, Jakub Żulczyk.
.

.
.

.

marzec
Anna Kańtoch Przedksiężycowi - tom I i II (seria Fantastyka z plusem)
Michał Cetnarowski I dusza moja (seria Kontrapunkty)
.

maj
Rafał Kosik Felix, Net i Nika. Opowiadania.

Pożądanie - fragment

2013/01/30

Pożądanie - okładka  Zapraszamy do zapoznania się z fragmentem opowiadania Och, Rafał Jakuba Żulczyka, pochodzącym z antologii Pożądanie, która już na początku lutego trafi do księgarń.

.
Jakub Żulczyk

Och, Rafał
(fragment)

***

—    Jestem zmęczona, muszę się położyć — mówi Anetka — ale nie chcę wracać do domu, tam jest tak pusto…
—    Możesz położyć się tutaj — mówię do niej — możesz położyć się tutaj, wszystko w porządku.
I mlaszczę znowu, nie mogę nad sobą zapanować.
—    Na pewno nie będzie problemu? — pyta. I dodaje — bardzo się boję.
Nie pytam, czego się boi, i tak zaraz mi to powie. Boże, te cyce. Mówi, że się boi, i ściąga ramiona do siebie i je ściska, tak że zaraz one pękną, trzasną, wybuchną, i tryśnie z nich to, co jest w środku, mleko, miód, płynna czekolada, to zaraz wszystko pęknie i zaleje mnie, udusi.
—    Boję się, że to tak poszło, rozumie pan, to znaczy, rozumiesz, Rafał, na raty — mówi — że najpierw zabrali jedną połowę, a potem zabiorą nas.
Kucam przy niej i biorę jej dłoń w swoją. Tę piękną, drobną dłoń z różowiutkimi jak dupcia świniaczka tipsami. Tyle razy wyobrażałem sobie tę dłoń na moim kutasie. Mój Boże, tyle razy.
—    Nie, Anetko — mówię jej — na pewno tak nie będzie.
—    Obiecuje mi pan? — pyta.
—    Obiecuję — kiwam głową — Obiecuję.
Te cyce są dziesięć centymetrów od mojego nosa. Dziesięć centymetrów. No, może dwadzieścia. Boże przenajświętszy, przecież ja zaraz zładuję się w spodnie, po raz pierwszy od czternastego roku życia.
—    Więc gdzie mogę się położyć? — pyta, i zaczyna to robić. Przysięgam, że zaczyna to robić. Sama. Zakłada trochę nogę na nogę, tak trochę, wystawia do mnie udo. Rozkłada ręce. Patrzy na mnie. Już nie płacze. Trochę ściekł jej makijaż, ale tylko trochę. Przysięgam, że zaczyna to robić. Zaczyna mi to proponować. Możecie mi wierzyć albo nie, ale ona właśnie to robi. Jej usta jeszcze tego nie powiedziały, ale jej ciało, jej ręce, jej nogi mówią „Połóżmy się razem. Zróbmy to. Jakby nie patrzeć, ze świata zniknęły trzy miliardy ludzi, w tym moi rodzice. Potrzebuję pomocy, proszę. Potrzebuję, aby ktoś mnie przytulił. Przytul mnie, Rafał”.
—    Tutaj? — pokazuje palcem kanapę.
Nie, są lepsze miejsca w tym domu, uwierz mi. Jest bardzo wygodne łóżko w sypialni, na piętrze. Znakomity materac, wydałem na niego kupę forsy i przyznam, że jeszcze wtedy, parę lat temu, gdy jechałem do meblowego z Marzeną, nie wiedziałem, po jaką cholerę to robię. Marzena mówiła coś, że ona na deskach spać nie będzie. Że stać nas – czyli mnie – na to, aby dobrze się wysypiać. Jak ma, tak ma. To wspaniały, sprężynujący materac. Teraz widzę cię, Anetko, i już wiem, czemu wydałem na to łóżko dwie średnie krajowe.
Wielokrotnie, w tym łóżku, tańczyłaś mi przed oczyma. Moje ręce w powietrzu zdejmowały twój stanik. Miętosiły cycki. Wkładały ci rękę między nogi. Moja bogini. Anetka. Głaskałem ci cipkę, a ty robiłaś te wszystkie słodkie minki, takie, które znalazłem na twoim profilu na Fotka.pl, zupełnie przypadkiem. Boże, co to był za moment. Zaschło mi w gardle, momentalnie wskoczył mi stan podgorączkowy, przysięgam. To było prawie jak wtedy, gdy po raz pierwszy rozebrała się przede mną dziewczyna, miałem jakieś siedemnaście lat, na osiemnastce u kumpla, ten kumpel miał ksywę Jajo, pamiętam, i niespecjalnie go lubiłem, bo strasznie żydził kasę, a do tego miał motor Yamaha i nikomu nie dawał nim jeździć, nie pamiętam za to specjalnie tej dziewczyny, pamiętam, że miała małe cycki, pamiętam, że wypiłem przedtem pięć piw, chyba Żywiec, chyba, pamiętam, że mało z tego pamiętam i cały czas bałem się, czy w trakcie nie puszczę pawia, zresztą nieważne, to było prawie jak wtedy. Prawie, podkreślam. Zupełnie przypadkiem, szukając różnych dziewczyn do zwalenia sobie gruchy – i przestańcie mnie oceniać, bo również walicie sobie gruchę do zdjęć różnych małolatek w internecie, robiących sobie głupie zdjęcia trzymanym z góry telefonem, tak żeby było widać cycki i żeby twarz była wyględniejsza – znalazłem twój profil, Anetka, twoje zdjęcia, z psem, z kotem, z rodzicami, ale też sama ty w pokoju, w bieliźnie, robiąca usta w ciup, z pluszakami, ze zdjęciem koleżanki w ramce w kształcie serca, w objęciach jakiegoś młodego muskularnego dupka na pomoście nad jakimś jeziorem, z plakatem Brada Pitta, znalazłem te zdjęcia i nie zapomnę tego wieczoru do końca życia.
A teraz tu jesteś. A teraz chcesz tego. Serce zaraz wypadnie mi z klatki piersiowej. Chyba powinienem włączyć z powrotem telewizor, aby przestać o tym myśleć, chociaż na króciutką chwilę. Rozproszyć się czymś.
—    Coś ci jest? — pyta.
—    Nie, kanapa jest OK — odpowiadam — ale łóżko na górze jest trochę wygodniejsze. W sypialni, w sensie.
Przysięgam, że rozdwaja mi się w oczach. Wstaję i podchodzę do barku nalać sobie jeszcze kielicha. Powoli. Powoli. I coś mi się przypomina. Młody muskularny dupek.
—    Nie wiem, czy powinnam… Pan, to znaczy Rafał… to łóżko, w którym… — mówi, a jej słodki głosik i jej słodki móżdżek nie są w stanie dopowiedzieć żadnego z tych zdań do końca. Nalewam sobie łychy prawie po brzeg.
—    A twój chłopak? — odwracam się.
—    Co mój chłopak? — pyta zdziwiona.
—    Czy on… Zniknął… — pytam, i kończę zdanie potężnym łykiem.
—    A skąd wiesz, że mam chłopaka? — pyta, patrząc na mnie, jakby z szyi wyrosła mi nagle druga głowa.
—    Trudno, żeby taka dziewczyna jak ty go nie miała — mówię, i od razu chcę dodać, dziewczyna z takimi cycuszkami, dupcią, kolcami biodrowymi tylnymi górnymi.
—    Nie wiem, nie wiem… nie myślałam o nim… zerwałam z nim miesiąc temu… no właśnie, co z Sebastianem… — i znowu zaczyna ryczeć, i ściska te swoje przepiękne balony ramionami, tak że znowu są na granicy eksplozji, te dwie piękne, przepiękne, najpiękniejsze brązowe miękkie ogromne kule, i wtedy to się dzieje, nie mogę się powstrzymać, to straszne, ale właśnie, w tym momencie, na ten widok, czuję, jak po moim lewym udzie i po bokserkach rozlewa się seria ciepłych strzyknięć, raz, dwa, trzy, cztery, kurwa, robię się cały czerwony i opieram się o barek i gdy ona kończy beczeć, otwiera oczy i pyta:
—    Czy wszystko w porządku?
A mnie pozostaje tylko kiwnąć głową i powiedzieć:
—    Tak. Wszystko w porządku. Wszystko OK. Kanapa jest OK. Połóż się na kanapie.

***

Więc, Anetka jest tu dalej. Minęły trzy dni.
Telewizja cały czas mówi nam nowe rzeczy. Anetka nie ma gdzie iść. Mówi, że nie ma gdzie iść, a ja po pierwsze jej wierzę, a po drugie, nie chcę, aby gdziekolwiek szła. Czemu ma mnie zostawiać. Gdzie ma iść. Jestem przy niej, bardziej niż kiedykolwiek byłem przy kimkolwiek innym. Jestem cały jej i tylko dla niej. Ona robi mi śniadania i obiady. Prasuje, gotuje, sprząta, takie tam. Opiekuje się mną. Współczuje mi. Wydaje jej się, że strasznie cierpię, że jestem rozbity jak rozbity talerz, że Marzena zniknęła, że jej nie ma, że ci wszyscy ludzie, że wszystko legło w gruzach. Staram się, aby myślała tak dalej. Przedwczoraj, gdy jedliśmy obiad – zrobiła sznycle, smakowały jak kapeć starej baby, no ale jak dla mnie, to ona może mnie karmić karmą dla chomików – rozpłakałem się. Była przekonana oczywiście, że to z powodu Marzeny. Podeszła do mnie i mnie objęła. Gdy poczułem, jak te piękne cyce przyciskają się do mnie swoim boskim ciepłem, rozpłaszczają się o mój mostek, wybuchłem jeszcze większym płaczem. Bo płakałem jak dziecko, płakałem ze szczęścia, że ona tu jest, i płakałem z żalu, wyłem jak to zwierzę leśne we wnyki złapane, że jeszcze nie mogę, jeszcze nie mogę jej wydymać, wygrzmocić, przepraszam, kochać się z nią, kochać się z tym aniołkiem moim.
Jeżdżę do sklepu, który wciąż działa, chociaż wszyscy non stop w nim płaczą, sklepowa i dziewczyna, która została, i wszyscy mówią, że zaraz przyjadą tu rządowi i zabiorą nas w inne miejsce. Że został ogłoszony jakiś globalny stan wyjątkowy. Terefere. W dupie to mam. Z firmy Zniknęło mi dwóch magazynierów i sekretarka, ta sekretarka to jakaś idiotka kompletna, kazałem jej odkurzyć raz biuro, to mówiła, że się jej paznokcie połamią. Jak dostałem raz billingi telefonu, ile ona dzwoni z roboty, najpewniej po koleżankach i do mamusi, że jej źle ondulację położyli, to o mało co zemdlałem. Wziąłem ją na dywanik i powiedziałem, że leci jej to z pensji. Płakała, klękała przede mną. Zdjąłem jej połowę. Teraz jej nie ma. I dobrze. Jest zastój w interesie, ale mówię, wszystko wróci do normy. Trzy miliardy ludzi zniknęło, ale zostały trzy miliardy i nie ma bola, żeby z tych trzech miliardów nikt nie potrzebował dobrej, mosiężnej klamki do drzwi.
Moja matka wydzwania do mnie co drugi dzień, że się boi. Że jest bardzo przestraszona. Że musi do mnie w tym momencie przyjechać i siedzieć mi na dupie, „dopóki sytuacja się nie unormuje”. A takiego. Będziesz mi tu węszyć. Mi i Anetce. Nie ma mowy, stara ropo. Ja już się z tobą w życiu nasiedziałem. Dwadzieścia cztery lata, dopóki nie poznałem Marzenki i nie wzięliśmy kredytu na to dwupokojowe mieszkanie, co zresztą szybko poszło, bo w pewnym momencie te klamki zaczęły iść jak złoto i mogłem spokojnie postawić sobie chałupę.
Zresztą, pies im wszystkim mordę lizał.
Mi kutas po prostu wybija zęby. Anetka chodzi po mieszkaniu w samych szortach. Ostatnio w tych szortach robiła dla nas pierogi, wyszły beznadziejnie, w życiu gorszych nie jadłem, ale jak kręciła tym tyłeczkiem przy lepieniu, matko jedyna, jak dla mnie to ona mogłaby mnie żwirem i ziemią karmić, zresztą mówiłem już o tym. Nie wiem jeszcze, jak się do niej dobrać. Trochę telewizji razem oglądaliśmy, ale przestaliśmy, bo tam w kółko gadają tylko o tym Zniknięciu. Premier Izraela, prezydent USA, ten Murzyn Obama, premier Polski nie gada, bo zniknął, gada pełniący obowiązki, ten Schetyna cały się załapał, w mordę bity pastuch i złodziej, i karierowicz jeden, jak oni wszyscy, ten też na pewno nie narzeka, że to całe Zniknięcie miało miejsce. Więc oglądamy filmy, mam tego trochę na DVD, i z gazet, i kupione, głównie komedie romantyczne, Anetka lubi też ten serial „Seks w wielkim mieście”, to trochę oglądamy, ale ja nie mogę tego oglądać, co za bzdura, to niby jest serial o życiu, cztery stare i zaschłe ropy jedną nogą w trumnie, mumie jebane, a sami najlepsi modele je posuwają – ludzie, kto wymyśla takie bzdury, ja się pytam?
Najgorsze jest to, że nie mogę się do niej dobrać. Coś tam już szemram, ale ona cały czas się odsuwa. Bardziej sobie wkręciła, że jestem dla niej jak jakiś wujek. Cały czas muszę ją poprawiać, żeby nie mówiła do mnie „proszę pana”. Czasem tu ją trochę obejmę, tu rączkę położę na ramionku, jak oglądamy ten telewizor, trochę na kolanku, ale ona się od razu odsuwa, a ja nie mogę być taki natarczywy, bo zaraz mi tu umknie, zwieje gdzieś, no ale nie mogę, muszę to w końcu zrobić. Mówię jej, że jest piękna. Że włosy ma piękne, i wszystko ma piękne, ciało, nogi, wszystko ma takie wspaniałe, ale ona wcale nie słucha. Mówi, że jest gruba jak bela, że musi schudnąć piętnaście kilo i że już blada się robi, dzwoniła, aby sprawdzić, czy solarium otwarte, ale nikt nie odebrał. I że odrosty jej się robią już, że musi iść do fryzjera. Powiedziałem, że ją zabiorę niedługo. Za parę dni. Jak wszystko wróci do normy. Ja tam nie wiem. Dla mnie to ona może być nawet zielona. Wczoraj nie wytrzymałem i podejrzałem ją, jak się przebiera. Po raz pierwszy, z tyłu, zobaczyłem ją na golasa. Boże jedyny. Myślałem, że się na nią rzucę, chwycę za włosy, zacznę ściskać, macać, łapać, ślinić to wszystko, lizać, całować, ściskać, myślałem, że ją zjem, ale tak kucałem i patrzyłem przez szparę w drzwiach, jak stoi na golasa i zastanawia się, który swój łach założyć, nie wiadomo na jaką okazję, bo przecież siedzimy tylko razem w domu i najlepiej by było, gdyby się po prostu rozebrała, i patrzyłem, i gryzłem się w dłoń, z całej siły, aż krew mi poszła.
Nawet nie wiecie, co to za tortury. Nie macie zielonego pojęcia.

Rafał Kosik z przedpremierowym Felixem w Krakowie

2012/10/22

FNiB Swiat Zero 2 - zapowiedź

Zapraszamy na spotkania z Rafałem Kosikiem, które odbędą się podczas Targów Książki w Krakowie (Hala Targów ul. Centralna 41A) w piątek 26 października o godz. 12.00 na stoisku Gandalf.com.pl (F16) i w sobotę 27 października o godz. 15.00 na stoisku Firmy Księgarskiej Olesiejuk (A42).
Podczas spotkań rozdawane będą zeszyty z opowiadaniem Felix, Net i Nika oraz Metoda Sześciopalczastego, premierowy tom książki Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2. Alternauci będzie można kupić tylko na spotkaniu sobotnim.

Przedksiężycowi Ani Kańtoch w Powergraphie!

2012/09/17

W przyszłym roku w wydawnictwie Powergraph ukażą się wszystkie trzy tomy Przedksiężycowych Ani Kańtoch - na wiosnę tomy I i II, na jesień zaś planujemy premierę tomu III.

Premiera Czarnego - przesunięta

2012/09/5

Czarne - okładka KontrapunktyZ przykrością informujemy, że zaplanowany na 7 września termin premiery powieści Anny Kańtoch Czarne zostanie przesunięty (z przyczyn niezależnych od nas) prawdopodobnie na 5 października.
.

.
.

.

Przesunięcie premiery Herosów

2012/08/9

Z przyczyn od nas niezależnych musieliśmy zrezygnować z okładki antologii Herosi. Jest to dla nas tym bardziej przykre, że książka była już na końcowym etapie produkcji.
Jej prapremiera nie odbędzie się więc na Polconie, a oficjalna premiera zostanie przesunięta prawdopodobnie na październik. Autorów i czytelników przepraszamy!

Czarne - okładka

2012/07/26

Czarne - okładka KontrapunktyPrezentujemy okładkę najnowszej powieści Anny Kańtoch Czarne, która ukaże się we wrześniu 2012 w serii Kontrapunkty. Prapremiera odbędzie się na Polconie we Wrocławiu.

.

.

.

.

Prapremiera Czarnego Ani Kańtoch i antologii bohaterskiej na Polconie!

2012/07/13

F+KontrapunktyPowergraph na nadchodzący Polcon we Wrocławiu planuje dwie prapremiery - powieść Ani Kańtoch Czarne, która ukaże się w serii Kontrapunkty, oraz antologię opowiadań o bohaterze heroicznym i superbohaterze, w której znajdą się teksty: Michała Cetnarowskiego, Kuby Ćwieka, Rafała Dębskiego, Oli Janusz, Rafała Kosika, Kuby Małeckiego, Łukasza Orbitowskiego, Pawła Palińskiego, Asi Skalskiej, Roberta Szmidta i Roberta M. Wegnera. W księgarniach książki ukażą się we wrześniu.

Promocja na Światowy Dzień Książki

2012/04/16

Na blogu Rafała Kosika można przeczytać fragment Starucha opowiadania, które reprezentuje fantastykę w antologii 2012, wydanej przez Empik 23 kwietnia z okazji Światowego Dnia Książki. Obok niego znajdą się w niej teksty Jacka Dehnela, Małgorzaty Kalicińskiej, Zygmunta Miłoszewskiego i Beaty Pawlikowskiej, każdy reprezentujący inną konwencję literacką.

Antologia będzie tego dnia dodawana do empikowych zakupów.

.

.

Niebo ze stali - okładka

2012/02/13

Niebo ze staliPrezentujemy ostateczną wersję okładki powieści Roberta M. Wegnera - Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza, które ukażą się już 7 marca.
.

.

.
.

.

Okładka „Alkaloidu” Aleksandra Głowackiego

2012/02/9

AlkaloidPrzedstawiamy okładkę chempunkowej powieści Aleksandra Głowackiego - Alkaloid. Książka, której bohaterem jest przedstawiony na okładce Stanisław Wokulski, ukaże się już 16 marca.
.

.

.

.
.

Niebo ze stali - fragment 2

2012/01/27

Prezentujemy drugi fragment Nieba ze stali Roberta M. Wegnera. Premiera zaplanowana jest na marzec.

Robert M. Wegner, Niebo ze stali, fragment 2

Ten poranek był inny. Drzwi uderzyły o ścianę tak, że niemal wyleciały z zawiasów, i do środka wparowała Besara.
Kailean przerwała rozczesywanie włosów Dagheny.
Po wyjątkowo kiepskiej nocy była zła i niewyspana. Ich nauczycielka zmusiła ją do założenia odpowiedniego „nocnego ubioru”, czyli długiej do kostek koszuli, wykrochmalonej tak, że ledwo dało się w niej ruszać. Meekhańska dama do towarzystwa nigdy nie poszłaby spać w niczym innym – wyjaśniła krótko. Materiał stroju był sztywny i szorstki, a falbanki przy szyi i rękawach drażniły. Na dodatek przez całą noc koszula podwijała się wysoko i marzły jej nogi. Oczywiście Dag, jako verdańska księżniczka, mogła spać, w czym chciała. Koło północy Kailean była gotowa ją zamordować, słysząc spokojne pochrapywanie. Dlatego z mściwą satysfakcją obudziła ją na godzinę przed świtem i zmusiła do porannej toalety.
–   Ojej – mruknęła, gdy znad drzwi posypała się zaprawa – czy to kolejna próba? Czy powinnam teraz pisnąć dziewczęco i zemdleć ze strachu?
Dalsze złośliwości utknęły jej w gardle. Besara wyglądała jak pięć stóp i cztery cale furii. Oczywiście była nienagannie ubrana, a jej fryzura stanowiła wzór doskonałości. Ale oczy ciskały błyskawice.
No i oczywiście, niech ją koń kopnie, nie okazała nawet śladu zdziwienia, widząc je na nogach.
–   Jutro – warknęła.
–   Co, jutro?
–   Jutro macie być w zamku hrabiego.
Kailean pokiwała głową i wróciła do czesania. Daghena nawet nie drgnęła.
–   Kto o tym zadecydował?
–   Sam der-Maleg. Przysłał przed chwilą posłańca. Ponoć jego matka zachorowała, za kilka dni wyjeżdża na północ, prosi więc, by księżniczka raczyła przybyć do jego zamku już jutro, by choć chwilę cieszyć się jej towarzystwem. A Ekkenhard, żeby jego dusza przepadła w Mroku, zgodził się na to.
Dziewczyny wymieniły spojrzenia. Wreszcie Daghena wzruszyła ramionami.
–   Dobrze.
–   Dobrze? – Kailean miała wrażenie, że po tym pytaniu Besary ściany pokryły się szronem. – On was wysyła na śmierć. Nie przeżyjecie jednego dnia w tym gnieździe węży. Zdemaskują was i zabiją. Albo gorzej.
–   Być może. – Koczowniczka uśmiechnęła się lekko i pochyliła głowę. – Zaczesz je go góry, Inro.
Kailean dygnęła.
–   Oczywiście, wasza wysokość.
Besara przez chwilę milczała.
–   To ma być pokaz dla mnie? Księżniczka i jej dama do towarzystwa przy porannej toalecie? Nie wiecie nic. Nie umiecie się ubierać, wysławiać, zachowywać przy stole, nie macie pojęcia, jak rozmawiać z arystokracją, a jak ze służbą. Nie potrafiłybyście wyciągnąć informacji od małego dziecka. Jesteście…
–   Jesteśmy z czaardanu Laskolnyka, pani Besaro. – Kailean skończyła upinać włosy Dag, obejrzała krytycznie swoje dzieło. – I zgodziłyśmy się na to wszystko. Reszta nie ma znaczenia.
–   Nie ma znaczenia? – Czarne oczy zmrużyły się groźnie. – Jesteście tak głupie czy tak pyszałkowate?
Kailean westchnęła.
–   Ani jedno, ani drugie. Kiedyś, gdy czaardan dopiero powstawał, Laskolnyk polował na bandę Sawrehsa-les-Monoh. Ten bandyta znał prowincję jak nikt, siedział w naszych okolicach od końca wojny, stary zajezdnik, co to najpierw se-kohlandzkie a’keery szarpał, a potem, w czas pokoju, miejsca sobie nie potrafił znaleźć. Miał wiernych ludzi po wioskach i miasteczkach, znał się z wodzami koczowniczych szczepów, potrafił, jeśli trzeba, znaleźć pomoc po jednej i po drugiej stronie granicy, a gdy dowiedział się, z kim ma do czynienia, znikł. Kha-dar opowiadał mi kiedyś, jak to przez trzy miesiące planował, jak wyciągnąć banitę z kryjówki, zastawiał sidła, podsuwał niby źle chronione karawany. Nie, pani Besaro – Kailean uniosła dłoń i pomachała grzebieniem – chcę dokończyć. To miało być wielkie polowanie, aż tu pewnego dnia przyszła wieść, że les-Monoh opuścił leże i przekrada się w głąb Imperium. Kha-dar poderwał czaardan na nogi, wtedy miał tylko tuzin koni, zwołał po drodze jeszcze kilku jeźdźców i dorwał bandę o pół dnia drogi od Lithrew.
–   I po co mi to opowiadasz?
–   Bo widziałam to potem wiele razy: podstępy i fortele planowane na wiele dni naprzód nie wychodzą, bo ktoś zgubi drogę albo trochę się spóźni. Więc gdy plany biorą w łeb, wtedy trzeba albo spędzać kolejne dni na obmyślaniu nowych, albo i tak robić to, co się miało do zrobienia… – Zawahała się. – Nie umiem znaleźć odpowiednich słów, pani Besaro…
–   Chodzi ci o improwizację?
–   Tak. Chodzi o to, że nie ma co liczyć na to, że świat będzie układał ci się pod stopami, bo gdy stajesz naprzeciw innych, to oni też mają swoje plany i pragnienia.
–   No. – Daghena uśmiechnęła się drapieżnie i mimo sukni oraz pięknej fryzury przez chwilę wyglądała jak prawdziwa dzikuska z pogranicza. – A najczęściej pragną zobaczyć własną strzałę w twoich bebechach. U nas, gdy tracimy kogoś z czaardanu, mówimy „taki los”, idziemy w amreh do rodziny, a potem, jeśli się da, siadamy na konie, żeby go mścić. Szanujemy Eyffrę, ale nie kłaniamy się jej do ziemi, licząc na uśmiech losu. Więc jeśli trzeba szybko zmienić plany, to nie płaczemy i nie użalamy się nad sobą, bo na wojnie tak bywa. A to jest wojna, prawda?
Besara mierzyła obie wzrokiem i widać było, jak uchodzi z niej gniew. Potem, niespodziewanie, dygnęła głęboko.
–   Źałuję, że nie mam pół roku, bo oszlifowałabym was jak prawdziwe diamenty. Nasz drugi poranek i znów mnie zaskoczyłyście. Mamy jeden dzień. Nie będziemy już bawić się w plotki o miejscowej arystokracji, tylko nauczę was kilku rzeczy, które być może ocalą wam życie. Jak porozumiewać się bez słów, jak wejść do zamkniętej komnaty, jak przekazać wiadomość. Ale najpierw śniadanie. Wczorajsze ciasto może być?
Nie musiała pytać.
Gdy kończyły wymiatać okruszki, poprawiła się na krześle i zaczęła:
–   Czy księżniczka zna język Verdanno? Którykolwiek?
–   Znam trochę zwykłą mowę. Przez ostatnie lata Wozacy często handlowali z moim plemieniem.
–   Znakomicie. Najprostszym sposobem wydaje się rozmawianie w anaho, ale nie zawsze będziecie mogły to robić otwarcie. Poza tym ty, Inro, jesteś z księżniczką dopiero od niedawna, więc biegła znajomość języka Verdanno byłaby podejrzana. No i oczywiście sprawa tego, że czasem trzeba przekazać coś drugiej osobie, nie otwierając ust.
–   Może tak? – Kailean wykonała ręką wojskową komendę „zwrot w lewo”.
–   Można i tak. Ale po pierwsze ktoś może ten gest rozpoznać, a po drugie w ustach… w dłoniach córki kupca będzie to wyglądało dziwnie. Ech… Wybaczcie kiepski żart, to nerwy. Poza tym to coś musi być ukryte w normalnych ruchach. Splatanie dłoni, poprawianie mankietów, wygładzanie sukni, uniesienie brwi, spojrzenie, pochylenie głowy. Można tak przekazać mnóstwo informacji. I uwaga, te sposoby nie są w żadnym miejscu skodyfikowane, nie istnieje żadna tajemna szczurza księga pod tytułem „Jak rozmawiać, drapiąc się po nosie”. – Besara uśmiechnęła się lekko. – Każda grupa szpiegów sama ustala między sobą kilka takich znaków, najczęściej oznaczających tylko podstawowe informacje, jak „niebezpieczeństwo”, „uważaj”, „wychodzimy”, „uciekamy”, „atak”. Niekiedy trzeba przekazać wiadomość, nawet się nie widząc, a oczywiście nie można napisać listu, więc sposób, w jaki krzesło stoi przy stole, może decydować o waszym życiu lub śmierci.
Oczywiście Daghena nie wytrzymała.
–   A ilu szpiegów uciekło albo nie uciekło w porę przez zbyt gorliwe służące?
Ich nauczycielka pokiwała głową.
–   Niejeden. Ale tylko ci głupsi, którzy nie potrafili tak dobrać sygnałów, by nikt obcy, nawet przypadkiem, ich nie zniszczył. Macie dzień i noc na wymyślenie kilku znaków tylko dla siebie.
Zamilkła i przez dłuższą chwilę wyglądała, jakby toczyła ze sobą wewnętrzną walkę.
–   Byłam zła, gdy tu wchodziłam, nie tylko dlatego, że mamy dużo mniej czasu. – Zmrużyła oczy. – Byłam zła również o to, że tak naprawdę miałam nadzieję, że ktoś odwoła to szaleństwo. Nie powinnam was tam wysyłać i robię to tylko dlatego, że Genno Laskolnyk wybrał was do czaardanu, a to rekomendacja sama w sobie.
–   Nie wiedziałam, że nasz kha-dar jest znany także na Północy.
–   Droga Inro, wasz kha-dar mówi Cesarzowi po imieniu, odbiera honory od generałów całej meekhańskiej armii, a arystokratom z Rady Pierwszych gra na nosie. A ja jestem Białą Różą Imperium i muszę dzielić ludzi na tych, których ufam, i tych, którzy zasłużyli na śmierć.
Kailean po raz pierwszy naprawdę usłyszała w jej głosie stal i wiedziała, że to nie żart.
–   Więc gdybyś nam nie ufała…
–   Nie rozumiesz, dziecko, jak ufam większości ludzi. Kupcy, pasterze, chłopi, rzemieślnicy, żołnierze, szlachta, magowie czy kapłani to na ogół ludzie godni zaufania. Mają swoje mniejsze i większe marzenia i dążą do nich, starając się nie popełniać zbytecznych okropności. Oczywiście mogą cię oszukać, sprzedać wybrakowany towar, zakłusować w lesie, coś ukraść, a nawet kogoś zabić. – Posłała im zimny uśmiech. – W waszym czaardanie też są tacy, co to niejedno mają na sumieniu, prawda? Jednak można im zaufać, jeśli wie się, jakie struny szarpnąć w ich sercach. Ale są też ludzie, których ambicje sięgają dalej i głębiej niż zwykle. Chcą więcej, niż mogą zdobyć. Więcej pieniędzy, władzy, potęgi, więcej wszystkiego, i są gotowi dla tego „więcej” podpalić świat. Źeby zdobyć władzę nad tysiącem ludzi, zamordują dziesięć tysięcy, dla władzy nad dziesięcioma tysiącami, poślą w Mrok milion…
–   Hrabia taki jest?
–   Hrabia? – Przez chwilę Besara wyglądała na szczerze ubawioną. – Nie. Jest lojalny, choć nieco sfrustrowany. Tylko że nikt nie wie, dlaczego zabójcy trzymają się w pobliżu jego ziem, a wy macie spróbować dowiedzieć się, kto stoi za tymi morderstwami i zniknięciami.
Daghena zastukała palcami po blacie stołu.
–   Ten tytuł, który wymieniłaś… Biała Róża, co znaczy?
–   Biała Róża to kwiat w cesarskim ogrodzie – dobiegło od drzwi. Ekkenhard opierał się o futrynę, ręce założył na piersi. – To najwyższy tytuł, jaki może uzyskać szpieg w służbie Imperium. Tytuł ten przysługuje komuś, kto rozbił wielki spisek, przyczynił się do wykrycia niewyobrażalnej zdrady albo służył przez tyle lat, że jego doświadczenie stało się bezcenne. Może go otrzymać każdy Szczur i to niezależnie, czy jest mężczyzną, czy kobietą, choć kobiety otrzymują go częściej.
–   Dlaczego?
–   Bo kobiety są lepsze w tej grze. I zazwyczaj potrafią wykaraskać się z sytuacji, w których mężczyzna traci głowę i ginie. To Białe Róże posyłają drużyny bojowe do walki, gdy uznają, że komuś nie można już ufać. – Uśmiechnął się szelmowsko. – A ja przyniosłem kamienie. Wymienić?
Besara mierzyła go wzrokiem i po chwili uśmiech znikł.
–   Już wnoszę – wymamrotał i znikł za drzwiami.
Po chwili wtaszczył nowy kosz wypełniony potrzaskującymi z gorąca kamieniami. Tym razem niósł go sam, posapując z wysiłku i starając się nie oparzyć.
–   Wczo…raj, ufff, wczoraj wieczorem delegacja Verdanno odwiedziła Czarnego… O żeby cię! – zaklął, gdy nieopatrznie oparł się o pojemnik.
Ustawił kosz w pobliżu starego i bez zaproszenia dosiadł się do stołu.
–   Uff. – Nalał sobie wina. – Niecierpliwią się.
–   Nic dziwnego. – Kailean podsunęła mu swój kubek i poczekała, aż go napełni. – Wozy mogłyby już jechać dalej. Nie ma potrzeby, żeby ustawiać je w obozy.
Ekkenhard wypił wino kilkoma długimi łykami, dolał, pokręcił głową.
–   Jest. Ktoś zabija tu ludzi. Atakuje nawet Górską Straż i warowne wieże. Widziałaś to przecież. W obozach będą bezpieczniejsi.
–   Nic nie widziałam poza pustą wieżą i jednym okaleczonym mężczyzną, który nie mógł nic powiedzieć. – Uniosła naczynie do ust, lekko umoczyła wargi, nie spuszczając z niego oczu. – To żaden dowód.
–   A czy inaczej Górska Straż ganiałaby po okolicy jak kot za kocicą w rui? – Odwzajemnił spojrzenie.
–   To wszystko pozory, tak naprawdę żołnierze pilnują tylko, żeby wozy nie zawróciły i obstawiają dokładnie dolinę. Mam rację? Jakieś oddziały wyszły już z twierdzy i zablokowały wszystkie wyjścia?
–   Oddzielają Wozaków od miejscowych.
–   Których nikt na oczy nie widział. Zamiast tego wokół Verdanno zaciska się pętla. Góry, lasy, wojsko… Duszą się.
Mierzyli się wzrokiem.
–   Po co mi właściwie to mówisz?
–   Bo przyszedłeś tu pociągnąć mnie za język na temat tego, co oni właściwie myślą, mam rację? – zapytała i nie czekając na odpowiedź, kontynuowała – Więc mówię. Nie podoba im się tu. Przywykli do otwartych przestrzeni, do miejsc, gdzie nie ma nic między oczami a horyzontem. I nie to im obiecano. Nie, że zapędzi się ich w dolinę i otoczy wojskiem. Radzę uważać. Nawet najbardziej dzicy watażkowie se-kohlandzkich podjazdów, którzy potrafili napadać niewielkie miasta, nie ośmielili się uderzyć na warowne obozy.
Jeszcze raz uniosła kubek.
–   Poza tym mają coraz mniej czasu. Jeśli chcą szybkim atakiem odbić swoją wyżynę, pierwsze wozy muszą wjechać na nią za piętnaście, może dwadzieścia dni. Nie mogą tu siedzieć, przejadając zapasy. Co postanowił generał?
–   Pokaże im drogę, oczywiście. Ale za bezpieczeństwo na niej będą odpowiadać sami. Czarny nie pośle żołnierzy, żeby ich osłaniać.
–   Oczywiście. Jakoś sobie dadzą radę.
–   A wy? Też?
–   Jeśli los da. – Kailean uśmiechnęła się znad kubka z winem.
Szczur wyprostował się nagle, pokręcił głową, jakby właśnie przyszła mu do niej jakaś myśl.
–   Wyruszycie do hrabiego jutro o świcie. Spakujcie się już dzisiaj, bo to droga na cały dzień. Pojedzie jeden wóz, księżniczka, Inra, woźnica z pomocnikiem. Jako eskorta będzie wam towarzyszyła kompania Górskiej Straży.
Besara chrząknęła.
–   Dlaczego Straż, a nie Wozacy?
–   Bo za bezpieczeństwo na drogach odpowiada Straż, pani Besaro, a hrabia nie wpuści do zamku kilkudziesięciu uzbrojonych barbarzyńców. Poza tym Verdanno poruszający się poza doliną mogliby spotkać się z jakimiś prowokacjami ze strony różnych gorących głów. Źeby zatem dyplomatycznie uniknąć drażliwej sytuacji, pójdą żołnierze. No i ze względu na to, co dzieje się w górach Czarny woli zaufać swoim ludziom. Mordercy nigdy nie ośmielili się zaatakować więcej niż dwóch dziesiątek strażników, więc powinny dotrzeć na miejsce bezpiecznie. Tam zostaną same, księżniczka i jej dama do towarzystwa. – Popatrzył jeszcze raz na obie dziewczyny. – Po czterech dniach wóz z eskortą powróci, bo potem Cywras-der-Maleg udaje się do matki. Tyle ustalono z posłańcem hrabiego.
–   Nie spieszy mu się do niej.
–   Oficjalnie dlatego, że rzeka uszkodziła most i hrabia musi czekać, aż go naprawią. Nieoficjalnie stara się zachować twarz. Nie może przyjmować wozackiej księżniczki ze wszystkimi honorami w sytuacji, gdy miejscowi chłopi zaczynają się burzyć, a reszta szlachty też się krzywi na naszych gości. Hrabia jednak nie może uczynić despektu cesarskiemu dworowi, który oficjalnie uznaje ród Frenwels za arystokrację wysokiej krwi, więc wybrał drogę pośrednią: wizyta księżniczki Gee’nery będzie krótka i raczej bez fanaberii w stylu wielkich balów i przyjęć. Tyle tylko, by zachować pozory gościnności. Wiem, że nie tego się spodziewaliśmy, ale może dzięki temu będzie wam trochę łatwiej poruszać się po zamku i rozmawiać z ludźmi,bo jeśli wizyta będzie półoficjalna, dadzą wam większą swobodę.
Ukłonił się nisko, najpierw Besarze, potem im.
–   Już się raczej nie zobaczymy, nie chcę, żeby zbyt wielu ludzi widziało nas razem.
Daghena uniosła brwi.
–   Sądzisz, że hrabia ma tu szpiegów?
–   Ja bym ich umieścił, więc zakładam, że hrabia też to zrobił. Dlatego nie pozwalam wam opuszczać tej komnaty. Jeszcze jakieś pytania?
–   Co z resztą czaardanu?
–   Z tego co wiem, przebywają w jednym z obozów i trzymają się razem.
–   Dobrze. Więc… do widzenia?
–   Do widzenia.
Wyszedł.
Chwilę milczały. Wreszcie Daghena sięgnęła po wino.
–   Dziwnie się zachowywał, nie sądzisz, droga Inro?
–   Zdecydowanie tak, wasza wysokość. Wyglądał na zdenerwowanego i niepewnego. Zupełnie jakby pierwszy raz robił coś takiego…
Spojrzały na Besarę. Bardzo wymownie.
–   Jeszcze pół roku temu Ekkenhard był Wolnym Szczurem. Jeździł po Imperium, przenosząc rozkazy i informacje. Myślę, że po raz pierwszy wysyła kogoś w taką misję.
–   Czyli bierzemy udział w szaleństwie zaplanowanym przez szczurzego posłańca, który przypadkiem wpadł w tutejsze bagno i nie ma żadnego doświadczenia, tak?
–   Tak.
–   I wszystko to – Kailean machnęła ręką – jest jedną wielką improwizacją?
Ich nauczycielka uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła przed siebie kubek.
–   Właśnie tak, dziewczęta. Witajcie w Wywiadzie Wewnętrznym.
Stuknęły się naczyniami.

Powergraph na I połowę roku 2012

2011/12/30

W I połowie roku 2012 Powergraph planuje wydać następujące pozycje: powieść chempunkową Aleksandra Głowackiego Alkaloid, trzecią część cyklu o Meekhanie - powieść Roberta Wegnera Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza, antologię opowiadań o bohaterze heroicznym i superbohaterze, antologię steampunkowo-cyberpunkową pod redakcją Sławka Spasiewicza, antologię Wielkie dzieło czasu w wyborze i tłumaczeniu Konrada Walewskiego oraz dwie książki Rafała Kosika - drugi tom opowiadań pt. Nowi ludzie oraz drugi tom Felix, Net i Nika oraz Świat Zero. Plany mogą ulec nieznacznym zmianom.

.

Robert M. Wegner „Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza” fragment

2011/12/27

Byli dobrzy. Dobrzy jak ludzie, dla których prowadzenie ogromnych karawan jest częścią życia. I nie miało znaczenia, że ostatnie lata spędzili w obozach, pokolenie woźniców pamiętających wędrówki po wyżynie nie wymarło bowiem, raczej zasklepiło się w swoich marzeniach i wychowało następców. Po dwóch dniach Kenneth mógł ocenić, że dotarcie w tak krótkim czasie ze Stepów tak daleko na północ, nie było tylko zasługą znakomitych imperialnych dróg. Wozacy nie zyskali swojego miana dlatego, że jeździli i mieszkali na wozach. Oni na wozach żyli. Rodzili się, dorastali, zakładali rodziny, walczyli i umierali.

Gdy podzielił się tym spostrzeżeniem z Hasem, który z jakichś przyczyn został łącznikiem między kompanią a Verdanno, ten najpierw spojrzał na niego uważnie, a potem wykrzywił się w dziwnym grymasie.

–  Naprawdę sądzisz, że szliśmy szybko?

–  Przebyliście ponad sto pięćdziesiąt mil w dziesięć dni. Niemal tak szybko, jak samotny wóz, a w armii uczą nas, że im więcej pojazdów, tym kolumna wolniej się przemieszcza.

–  Mogliśmy zrobić tę drogę w trzy, no, może w cztery dni. To naprawdę nie było szybko, poruczniku.

Chwilę wędrowali w milczeniu. Kenneth szedł poboczem, czarownik siedział na koźle, obok woźnicy, zapatrzony w drogę.
–  Większość czasu nie jechaliśmy, lecz rozbijaliśmy i zwijaliśmy obozy – rzucił wreszcie. – Jazda wozem to trudna sztuka, ale byle chłystek nauczy się jej w kilka dni na tyle, by mógł powozić w karawanie. Ale założenie obozu, kiedy masz pod sobą tysiąc, dwa albo pięć tysięcy wozów… Gdy bojowe muszą od razu stanąć murem na obwodzie, a mieszkalne i te z zapasami utworzyć ulice i place, gdy trzeba znaleźć wewnątrz miejsce dla tysięcy zwierząt, a wroga jazda już wisi ci na karku, już szarpie, szyje strzałami, podpala wozy, dźga zwierzęta lancami…

Zamilkł. Usta zacisnął w wąziutką kreskę.

–  Wóz bojowy ciągną cztery konie, a wystarczy zabić albo chociaż zranić jednego, by wyeliminować pojazd z szyku. Koczownicy szybko się tego nauczyli. Prawda jest taka, że rydwany, które nam towarzyszą, nie służą do wygrywania walnych bitew, lecz do tego, by dać wozom czas na okopanie się. Mają nie dopuścić jazdy w pobliże obozu tak długo, by ten mógł powstać. Więc przez większość drogi ćwiczyliśmy rozstawianie i zwijanie obozów na różne sposoby: Koło, Kwadrat, Rogaty Gród. Dlatego wędrowaliśmy tak długo, żeby się przygotować.

–  I jesteście już gotowi?

Has popatrzył na niego chłodno.

–  Nie byliśmy gotowi trzydzieści lat temu, i nie byliśmy gotowi w czasie powstania. Ale teraz… uczyliśmy się przez całe pokolenie, od plemion, które jak my walczyły z Se-kohlandczykami, choć przegrały swoje wojny, i od tego jedynego, które z nimi wygrało. Od was.

–  Więc, według ciebie, dlaczego wygraliśmy?

–  Bo jesteście zbyt uparci żeby wiedzieć, kiedy przegrywacie. – Czarownik pokiwał głową. – I za każdym razem, gdy wróg zastosuje jakąś nową sztuczkę, wy wymyślacie dwie inne, nawet jeśli są głupie. Ci młodzi, którzy urodzili się w obozach, stali się trochę podobni do was, są uparci, krnąbrni, wiedzą, czego chcą i nie boją się po to sięgać. Zobaczyli… wyrośli miedzy dwoma światami i są teraz innymi ludźmi niż ich rodzice. Czasem mnie to martwi, czasem przeraża, a czasem sprawia, że pękam z dumy.

Szli na czele kolumny, Szósta Kompania otoczyła luźnym kordonem pierwszych kilkanaście wozów. Płaszcze powiewały przybrudzoną bielą, wszystkie psy miały założone obroże, chyba tylko ślepy mógł wątpić, że oto właśnie idą cesarscy żołnierze.

Porucznik zadrżał i otulił się mocniej płaszczem, przerywając pogawędkę z czarownikiem. Po prawej ciągnęła się ściana lasu, niezbyt gęstego, ale mrocznego, iglaste korony tworzyły bowiem szczelne sklepienie nieprzepuszczające promieni słonecznych, więc już kilkanaście jardów za linią drzew wzrok gubił się w cieniach. Po lewej otwierał się widok na rozległą halę, opadającą coraz bardziej stromo, aż jej drugi koniec ginął im z oczu, zapewne urywając się pionowo nad przepaścią. Dalej były skalne ściany flankujące wąską dolinę, która ciągnęła się przez dobre trzy mile, po czym kończyła się nagle, zamykana przez kolejną górę. W Olekadach było mnóstwo takich niegościnnych miejsc, dolin zamkniętych ze wszystkich stron, kotlin, żlebów, skalnych płaskowyżów, gdzie nie rosły nawet górskie mchy. Ta dolina wyglądała jakby ktoś wyskrobał ją pomiędzy skałami wąską łyżką i Kenneth mógł się założyć, że nie jest zamieszkana, co zresztą wszystkim pasowało. Lepiej, by wędrówki karawany nie obserwowało zbyt wiele oczu.

I właśnie z tamtej doliny wiał lodowaty wicher, rozpędzając się między górami i dmuchając wprost na karawanę. Kenneth osłonił twarz. Kilkaset jardów przed nimi szlak znikał w wąskim żlebie i – zgodnie z mapą – wiódł nim prawie pięć mil. Trzeba będzie wysłać ludzi górą, by sprawdzili, czy przypadkiem ktoś nie przygotował Wozakom jakiejś niespodzianki.

Omówili to już wczoraj, po południu i wieczorem, gdy Kenneth opowiedział Verdanno o ludziach ginących w górach. Przyjęli wszystko spokojnie, kiwając tylko głowami, jakby dowiadywali się o rzeczach, które zdarzyły się setki mil stąd, i to dawno temu. Trudno było ocenić, czy nie są świadomi zagrożenia, czy też ufni w swoją siłę, lekceważą niebezpieczeństwo. Chyba najtrafniej podsumował to Velergorf, który stwierdził później, że oni po prostu spodziewali się czegoś takiego. Ubrana w czerń i tandetne ozdóbki para plemiennych czarowników, których porucznik zdążył już poznać, na pewno coś wyczuła. Sam Kenneth doskonale pamiętał, jak włosy jeżyły mu się na głowie i drętwiały czubki palców, gdy znaleźli tę cholerną wieżę bez załogi. Tam, gdzie używano czarów, jego żołnierze też robili się nerwowi, a psy wyglądały, jakby właśnie złapały trop niedźwiedzia. Zwłaszcza że – jak głosiła plotka krążąca wśród strażników – czary, jakie towarzyszyły zabójstwom, trudno było przypisać jakiemukolwiek aspektowi.

Nie zapytał jednak o to Hasa, być może dlatego, że ten wyglądał, jakby na takie pytanie czekał. Nie musiał za to pytać, czy Verdanno spodziewają się ataku, bo za sobą, po prawej i lewej, miał na to dowód. Wozom towarzyszyli uzbrojeni wojownicy. Część szła skrajem lasu, niektórzy zapuszczając się głębiej między drzewa, część halą; gdy droga się zwężała, czepiali się burt wozów, podjeżdżając kawałek, jak dzieci robiące dorosłym żart. Tylko że w ich twarzach, postawie i dłoniach ściskających broń nie było nic zabawnego.

Porucznik przyglądał się im uważnie. Jak na barbarzyńców mieli całkiem dobre uzbrojenie, krótkie szable, lekkie topory na długich styliskach, oszczepy, dziryty i włócznie. Niektórzy trzymali w dłoniach, z nonszalancją ludzi przywykłych do tej broni od dziecka, łuki ze strzałami już założonymi na cięciwy. Większość nosiła stalowe hełmy i skórzane pancerze albo lekkie kolczugi o oczkach drobniejszych niż te używane przez meekhańską armię, za to gęściej splatanych. Na wierzch zakładali dodatkowo pikowane kaftany bez rękawów, składające się z wielu warstw płótna.

–  To mądrość Wschodu – powiedział Has, gdy zauważył, jak Kenneth się temu przygląda. – Taki pancerz lepiej powstrzymuje strzałę.

–  Dość ciężkie.

Czarownik wzruszył ramionami.

–  Nie aż tak, jak się wydaje. Poza tym walczymy albo na wozach, albo na rydwanach. Rzadko biegamy po polu bitwy.

–  Bełtu z kuszy nie zatrzyma.

–  No, że też Se-kohlandczycy na to nie wpadli. Ale zaraz – zmarszczył brwi – czy oni przypadkiem nie widzieli już kusz w robocie? Wtedy, gdy tłukli na miazgę waszą armię?

–  Czy nie mówiłeś, że to od nas uczyliście się, jak z nimi walczyć?

–  A i owszem. Zapomniałem tylko dodać, że uczyliśmy się głównie na waszych błędach. Tych, których owocami były tysiące trupów najeżonych strzałami.

I tak wyglądała większość rozmów z Hasem. Starzec był złośliwy i irytujący, ale o dziwo, Kennethowi to nie przeszkadzało. Przynajmniej się odzywał, odpowiadał na pytania i od czasu do czasu uśmiechał.

–  Twoi ludzie wydają się nas nie lubić.

–  Bo?

Porucznik obejrzał się na najbliżej idącego Verdanno, uniósł rękę, pomachał. Ciemne oczy wojownika błysnęły ponuro i to wszystko.

–  Widzisz? Nawet nie mrugnął.

–  Nie należysz do rodu ani plemienia, nie znasz języka. W obozie, w czasie pokoju, przyjąłby cię posiłkiem, zapewnił miejsce do spania i dach nad głową. Byłby gospodarzem nie gorszym niż meekhański szlachcic. Ale w czasie wojennego marszu każdy obcy to w najlepszym razie uciążliwa przeszkoda. Nie zna cię, jesteś tylko przewodnikiem. No i góry, wielkie, napierające ze wszystkich stron skały, las, w którym nic nie widać dalej niż na dwadzieścia kroków, niewiedza, co jest za następnym zakrętem. Nie dziw im się.

–  Więc, jak rozumiem, mam nie wykonywać gwałtownych ruchów?

–  Ha, widzisz, a mówiłem And’ewersowi, że jesteś mądrzejszy, niż wyglądasz.

Kenneth skrzywił się w szczerym uśmiechu i wykonał kilka gestów. Druga i Piąta naprzód w lewo, Trzecia i Szósta naprzód w prawo. Dwieście kroków.

Kilkudziesięciu strażników wyprzedziło karawanę truchtem, żeby wspiąć się na ściany żlebu i asekurować wozy z góry. Przy okazji stare i nowe dziesiątki będą miały szansę zrobić sobie małe zawody we wspinaczce.

–  Zwolnij, póki nie damy znać, że droga bezpieczna.

Has skinął głową i zamachał, wyciągając w bok suche ramię.

Kenneth nie musiał się oglądać, żeby wiedzieć, że woźnice kolejno przekazują sobie sygnał, a cała kolumna zwalnia, zmniejszając odległości między wozami na góra dwie stopy.

***

Most trzeszczał, skrzypiał i stękał, ale ustał. Kenneth zajął miejsce na uboczu, żując kawałek suszonego mięsa, przegryzając sucharami, i nie odrywając wzroku od mężczyzny znajdującego się pośrodku konstrukcji, jakieś osiem stóp pod wyłożoną deskami nawierzchnią mostu. Mężczyzna dawał przedstawienie, siedząc na poprzecznej belce. W jednej ręce trzymał flaszkę wina, w drugiej kurzą nogę i właśnie zajadał śniadanie. Majtał przy tym stopami nad trzydziestojardową przepaścią z taką miną, jakby był na wycieczce, a nad głową nie przewalały mu się jeden za drugim ciężkie wozy wyładowane belkami i kłodami.

Nazywał się Ger’serens i był Pierwszym Budowniczym obozu New’harr. To znaczy osobą, na barkach której spoczywało przeprowadzenie karawan przez góry. Podobno studiował kilka lat na imperialnej uczelni inżynieryjnej w samym Meekhanie, dzięki czemu łączył umiejętności meekhańskich budowniczych z tradycyjną wiedzą Verdanno.

Na Wyżynie Lytherańskiej budowniczowie zajmowali się konstruowaniem dróg i przejść przez podmokłe tereny, umacnianiem warownych obozów, gdy karawany zatrzymywały się na dłuższe postoje, kopaniem studni i budowaniem wodociągów z wydrążonych pni, dzięki czemu obozy nie były całkowicie uzależnione od tras położonych wzdłuż rzek. Oraz budowaniem drewnianych mostów – na rzekach, strumykach, głębokich rozpadlinach, bagnach czy połączonych wąskimi kanałami jeziorkach – i to mostów, które w założeniu miały wytrzymywać nie mniej niż imperialne, kamienne konstrukcje.

Takich mostów jak ten, postawiony w jeden dzień z cedrowych pni, niektórych długich na pięćdziesiąt stóp. Kenneth musiał przyznać, że nie docenił determinacji ani pomysłowości Wozaków; gdy wczoraj rano przyprowadził czoło karawany na skraj wąwozu, gotów był się założyć, że wybuchnie mu za plecami wściekłe zawodzenie i posypią się gromy. Szczelina, którą musieli przebyć, miała nieco ponad osiemdziesiąt stóp szerokości, jakieś sto głębokości i zwężała się stopniowo niczym klepsydra. Jej dnem pędził ku własnemu przeznaczeniu górski strumień. Miał zaledwie dziesięć, może dwanaście jardów szerokości, przypominał jednak pokrytego pianą potwora wypuszczonego po wiekach uwięzienia. Ryk wody słyszeli już z pół mili, a jeśli człowiek stanął na krawędzi wąwozu i uważniej się przyjrzał, mógł dostrzec w kipieli migające fragmenty drzew, strzępy krzaczków, kamienie pchane nurtem w dół, nieomylny znak, że w górze rzeczki właśnie zaczęły się prawdziwe roztopy. Porucznik przywołał Velergorfa i Andana i kazał im zerknąć w dół.

–  Jutro będzie trzy stopy wyżej, a pojutrze osiem – ocenił starszy dziesiętnik. – Ciekawe, jak sobie z tym poradzą.

Poradzili sobie sprytnie, opuszczając kilka długich pni i układając je poziomo, dobrych dwadzieścia stóp nad nurtem. Wąwóz na tej wysokości miał nie więcej niż czterdzieści stóp, więc belki trzymały się całkiem solidnie. Potem poszło szybko, a obserwując budowniczego przy pracy, można było dojść do wniosku, że robi coś takiego nie pierwszy, i nie drugi raz w życiu.

Sto wozów jadących z przodu karawany załadowano drewnem, przyciętym i ponumerowanym na meekhańską modłę według rodzaju, długości, szerokości i jakości, a Ger’serens chodził tylko między nimi i komenderował – tyle tych, tyle tamtych, tu zaciosać, tam nawiercić otwory, te przyciąć. Niewiarygodne, ale ledwo spojrzał na strumień, już zdawał się mieć w głowie gotowe plany konstrukcji, w pół dnia w wąwozie powstała kratownica składająca się z dziesiątek odpowiednio przyciętych i dopasowanych cedrowych pni, wznosząca się coraz wyżej i wyżej, czepiająca każdego skalnego występu i półki. I widać było, że to przemyślana praca – każdą belkę mocowano tak, by przenosiła część ciężaru w dół i na boki, odciążając sąsiednie, całość zaś powstała przy naprawdę niewielkich poprawkach.

A rankiem następnego dnia, gdy położono już deski i zamontowano barierki, budowniczy siedział pośrodku mostu, tuż pod maksymalnie obciążonymi wozami, które sprawdzały konstrukcję, i popijał wino. A minę miał taką, jakby był królem świata.

–  Teraz już wiesz, dlaczego wierzymy, że nam się uda?

Has stanął obok porucznika i patrzył z nieskrywaną dumą widoczną w ciemnych oczach.

–  To rozsądne? – Kenneth wskazał budowniczego.

–  Stawia życie na swoją pracę, czy to dziwne? Poza tym to meekhański zwyczaj, jak słyszałem: mistrz murarski wchodzi pod most, gdy ten jest sprawdzany.

–  Ale meekhańskie mosty tak nie jęczą.

Czarownik wsłuchiwał się w skrzypienie konstrukcji. Wymamrotał coś pod nosem, poruszył palcami. Kenneth skrzywił się, czując mrowienie na karku.

–  Drewno śpiewa – mruknął wreszcie Has. – Jest zadowolone z pracy. Belki naprężają się i prostują, docierają do siebie. Za jakiś czas przycichną, ale most zawsze będzie trochę skrzypiał. Użyliśmy dobrego drewna, będzie stał i sto lat bez żadnego remontu. A budowniczy nie siedzi tam tylko dla próżnego popisu. On słucha odgłosów swojego dzieła. To ostatnia chwila, żeby wyczuć fałszywą nutę, pękający albo źle zamocowany dźwigar. Później, gdy ruszą pozostałe wozy, już nic nie da się zrobić.

–  Rozumiem. – Porucznik pokiwał głową.

–  Gdzie reszta twoich żołnierzy?

–  Połowa jest już po drugiej stronie. Sprawdza, czy mapy są dokładne. Dalej powinien być dość stromy podjazd, potem las, w którym trzeba wyciąć przesiekę, i dotrzemy do miejsca zwanego Hewen. To długi na pięć mil, niemal płaski skalny teren usiany kamieniami i głazami. Trzeba będzie je usunąć, żeby zrobić wozom drogę. A potem jest szczelina w skale, coś w rodzaju żlebu, którym wozy z pewnością nie przejadą. Będziecie musieli kuć.

Czarownik mruknął coś pod nosem.

–  Nie dosłyszałem.

–  Mówię, że zobaczymy, jak będziemy na miejscu, poruczniku.

–  Rozumiem. Wiesz, czarowniku, teraz zacznie się prawdziwa przeprawa. Dzikie góry, przez które nigdy nie przejechał żaden wóz.

–  Wiem. My przejedziemy. Musimy.

–  Naprawdę? Rozumiem trochę tych młodych, marzą o odzyskaniu ziemi przodków, o wojennej sławie, walce, łupach, krwi wrogów na własnej stali. Ale ty? Co cię tam ciągnie, na tę waszą wyżynę?

Has uniósł brwi i spojrzał na niego z wyraźnym zdziwieniem.

–  A jeśli idę za stadem?

–  Mam wrażenie, że raczej ciągniesz stado za sobą. To samo widzę u And’ewersa, ten jego chłód w czasie wędrówki. Ale on ma synów i córki, i można powiedzieć, że chce walczyć o ich przyszłość. A ciebie co tam właściwie pcha?

–  Odważne pytanie, poruczniku.

–  Raczej rozsądne. Mamy was przeprowadzić, a dobrze jest wiedzieć, czy wszyscy są wystarczająco zdeterminowani.

–  Moja determinacja? – Starzec uśmiechnął się nieoczekiwanie. – Moja determinacja to chęć ujrzenia vilore’de, dzieci słońca. To takie małe białe kwiatki ze złotym sercem, które nie rosną nigdzie poza naszą wyżyną. Czy to wystarczy?

Kenneth pokiwał głową.

–  To dobry powód, by przemierzyć pół świata. – Włożył kawałek suchara do ust i poniewczasie przypomniał sobie o dobrym wychowaniu. – Śniadanie?

Podsunął pod nos czarownika woreczek z prowiantem i z zainteresowaniem obserwował reakcję. Źołnierze twierdzili, że te suchary można nawet polubić, jeśli w okolicy skończyła się trawa, a na drzewach nie ma już kory.

–  Hm… Hmm. Niezłe. – Has przeżuwał powoli, z miną kogoś, kto boi się przełknąć, a wstydzi wypluć. – To wasze normalne jedzenie?

Porucznik uśmiechnął się.

–  Zwykła wojskowa racja, tak jak to. – Zamachał kawałkiem suszonego mięsa.

Czarownik spojrzał na poskręcany, szarobrązowy wiór.

–  Teraz rozumiem, dlaczego pokonaliście koczowników.

–  Dlaczego?

–  Bo ludziom jedzącym takie rzeczy z pewnością nie zależy na życiu. Od dziś będziecie naszymi gośćmi. Każę przygotować dla twoich żołnierzy dwa gorące posiłki dziennie.

Kenneth spojrzał na most, tłumiąc uśmiech.

Suchary zawsze działały.

Premiera niebawem - już 18 listopada!

2011/11/3

Antologia Science FictionSF+Już 18 listopada premiera antologii hardesefowej Science fiction, którą opublikuje wydawnictwo Powergraph. Prezentujemy spis treści: Cezary Zbierzchowski Smutek parseków, Rafał Kosik A pierwsi będą ostatnimi, Paweł Majka Pseudaki, Michał Protasiuk Trzeci Adam, Alexander Gütsche Ciśnienie ewolucyjne, Andrzej Miszczak Impneurium, Błażej Jaworowski Otchłań ptaków, Marcin Przybyłek Wymiar wewnętrzny, Wojciech Szyda Królestwo myśli, Michał Cetnarowski Godzina nadawania, Jakub Nowak Amnezjak i Jacek Dukaj z tytułowym tekstem, minipowieścią Science fiction oraz posłowie Tomasza Kołodziejczaka Kosmos kosmosów. Jest na co czekać :).

Antologia Science Fiction - zapowiedź

2011/10/13

Antologia Science FictionSF+Oto okładka długo oczekiwanej antologii Science Fiction. Antologia ukaże się w listopadzie, a znajdą się w niej teksty następujących autorów: Cezary Zbierzchowski, Rafał Kosik, Paweł Majka, Michał Protasiuk, Alex tsche, Andrzej Miszczak, Błażej Jaworowski, Marcin Przybyłek, Wojciech Szyda, Michał Cetnarowski, Jakub Nowak, Jacek Dukaj, Tomasz Kołodziejczak (posłowie).

Będzie to najobszerniejsza książka, wydana do tej pory przez Powergraph - prawie półtora miliona znaków, upakowane na ponad ośmiuset stronach. Oprawa twarda.

Głos Lema 1

2011/10/11

“Głos Lema” lada dzień w księgarniach - oto fragment jednego z opowiadań…

.

“Warden przechodzi strumieniem neutrin z Imurishamy na rdzenie własnej floty. Transkrypcja z krystaliczno-multispinowych obwodów fregaty na fotonowo-krzemowe układy Deurona nie idzie gładko, gubią się jakieś pakiety. Warden musi czekać w Czyśćcu, aż Imurishama wznowi transmisję; aż połatają z Deuronem dziury w jego świadomości.

Nienawidzi Czyśćca. To nieistnienie, ale jakby świadome; półsen rozumu. Boi się, że tak wygląda śmierć.

Tym razem czeka dłużej niż zwykle, widać braki są większe albo maszyny nie mogą się dogadać. Awaria interpretatorów? Niski stan zasilania stacji dekrypcyjnych Deurona? Imurishama jest dla nich trudna, to twór nieistniejącej technologii, jak wiele wojennych okrętów. Narodziła się z prostego pytania: jak zaskoczyć przeciwnika w erze głębokich skanów, handlu informacją na petaqubity, kiedy wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą? To niełatwe, ale jest sposób. Stawiasz klaster kwantowych rdzeni z akceleracją czasową, taki nieduży, wielkości planety, a potem puszczasz w nim symulację świata, wielką grę w życie, która przechodzi kilkanaście razy od początkowej osobliwości do zimnego końca – i mnoży, rozwija cywilizacje prawdopodobne, ale nie zaistniałe. Byty niekonieczne. A każda cywilizacja to miliony niezależnych AI, które żyją, pracują, umierają. Tworzą dzieła sztuki oraz naukowe przełomy.

Robisz burzę w szklance wody, galaktyczne wojny w akwarium. Potem wyciągasz z tego, co się da – modele ekonomii, ideologie, ale i technikę militarną, szczególnie jeśli jest egzotyczna, trudno zrozumiała.

Tyle że – mieszając technologie zrodzone z symulacji z technologiami kilkudziesięciu realnych inteligencji – otrzymujesz informatyczny koszmar. Konglomerat: sieć pozszywaną ze społeczeństw o tak różnej filozofii oraz nauce, że kilka monumentalnych myślowców, które stanowią główny bank jego mocy obliczeniowej, przeznaczonych jest tylko na koordynowanie ze sobą różnych systemów. A nawet im nie zawsze się udaje. Poza sieć musieli wyłączyć egzotyki, takie jak osobliwość Maloriańska, której procesy, biegnące w akcelerowanych czasowo podwymiarach, były nie do uchwycenia nawet dla Konglomeratu. Albo Drakkahnie – ich sieć okazała się żywą religią, mistycznym rajem, który potrafili zrozumieć tylko inni przedstawiciele ich rasy.

Końca Czyśćca nie widać, a tymczasem myśli Wardena nagle spowalniają. To niskie zasilanie.

Nadchodzi…”.

Trzynaście interwałów Iorri, Krzysztof Piskorski

Obywatel, który się zawiesił - zapowiedź

2011/10/7

Obywatel, który się zawiesiłSF+W listopadzie ukaże się długo oczekiwany zbiór opowiadań Rafała Kosika. Wszystkie były już publikowane w pismach papierowych i magazynach internetowych, jednak znakomita większość czytelników z pewnością nie miała okazji zapoznać się choćby z połową z nich. Zebrane razem i poprawione kosmetycznie ponownie wyruszą w w świat. Podobieństwo z okładką Świata Zero jest nieprzypadkowe.

Okładka Świata Zero

2011/09/29

Felix Net i Nika oraz Świat Zero - okładkaOto okładka książki Felix, Net i Nika oraz Świat Zero. Premiera odbędzie się 9 listopada. Niektórych z Was ucieszy a innych być może zmartwi informacja, że Świat Zero, podobnie jak Orbitalny Spisek, ze względu na znaczą objętość musiał zostać podzielony na dwa tomy. Drugi ukaże się w przyszłym roku.

.

.

.

Nadchodzi “W odbiciu”

2011/09/21

Wydawnictwo: Powergraph
Data wydania: Wrzesień 2011
Wydanie: I
ISBN: 978-83-61187-17-2
Oprawa: twarda
Format: 125×195 mm
Liczba stron: 304
Cena: 34,00 zł
seria: Kontrapunkty

.
Bliżej…
Jakub Małecki, jeden z najzdolniejszych młodych pisarzy, mistrzowsko łączy gatunki literackie, oferując brawurową mieszankę powieści obyczajowej, groteski i magicznego realizmu. Młode małżeństwo przeżywające kryzys, kobieta pogodzona ze śmiercią i pijak topiący w butelce swoją straszną przeszłość – niespodziewanie tracą życia, które znali. Na tle ludzkich losów czają się potwory: my sami, w odbiciu, widziani oczyma innych.

Jakub Małecki (ur. 1982). Debiutował w 2007 roku, jest autorem kilkunastu opowiadań drukowanych w prasie i antologiach. Opublikował cztery książki: Błędy (2008), Przemytnik cudu (2008), Zaksięgowani (2009) i Dżozef (2011). Był nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla za rok 2009.

Mieszka w Poznaniu z żoną Martą i kotem Melmanem.

www.jakubmalecki.pl

.
.

Głos Lema - ostateczna wersja okładki

2011/09/19

Glos LemaSF+Oto ostateczna wersja okładki.

.

.

.

.

.

.

« Previous Entries