« Felix, Net & Nika and the Gang of Invisible People - fragment | Home | Nowe idzie - fragmenty »

Miłek z Czarnego Lasu - fragment

2009/01/27

Miłek okladka- Trrr! Trrr!
Kiedy płyniesz po spokojnych falach drzemki, unoszony snem o jedzeniu owoców głogu, taki przerażający dźwięk, przebijający się z jawy potrafi sprawić, że w pierwszej chwili nie wiesz, gdzie się znajdujesz, co się dzieje – i dokąd uciekać.
- Trrr!
Miłek wyskoczył z łóżka niby dźgnięty czymś ostrym i jeszcze zamroczony snem, popędził w stronę wylotu norki. Wpadł na drzwi, jęknął, drżącymi łapkami odepchnął kamień i wypadł na zewnątrz…
- Trrr! – potwór hałasował za jego plecami. – Trrr…
I nagle coś go z całej siły uderzyło. Ze strasznym krzykiem bólu i grozy zapadł się w ciemność…

Najpierw poczuł na czole przyjemny chłód kompresu. A potem nad jego głową rozległ się głos:
- Jak widać, przyglądanie się księżycowi czasem się przydaje. A mówiłeś, że nie.
Głos należał do Tupetki. Kiedy Miłek z trudem rozkleił powieki, zobaczył ją i Pakosza, jednego z Kibaków. Poprawiła biały, mokry opatrunek, żeby nie zasłaniał mu oczu.
- Co się stało? – spytał Kibak, patrząc na Miłka z niepokojem. Nie co dzień ktoś zostaje znaleziony obok własnej norki z rozbitą głową. Gdyby nie Tupetka, szukająca romantycznych uniesień w świetle księżyca, i to niedaleko norki Miłka, kto wie, do jakiej tragedii mogłoby dojść?
- Ścigał mnie jakiś straszny głos – jęknął Miłek. – Spałem, a on wszedł do mojej norki i…. – tu Miłek bez sił opadł na posłanie. I tak zresztą nie wiedział, co działo się dalej, zapamiętał tylko ten dźwięk, potworne uderzenie i ból.
Kibak poszedł sprawdzić, kto zajął norkę Miłka. W tym czasie zaniepokojona Tupetka trzymała Miłka za łapkę. Musiał przyznać, że jej futerko bardzo ładnie pachnie. A poza tym, od dawna nikt Miłka nie trzymał za łapkę, a bardzo to lubił.
Pakosz wrócił po dłuższej chwili. Minę miał dosyć dziwną.
- Tak jak myślałem… - wymruczał. – To musiał być telefon, który Tupetka wstawiła dla ozdoby twojej norki. One czasem dzwonią same z siebie. Więc jednak nie był zepsuty – dodał po chwili zastanowienia.
Miłek tylko westchnął.
Jak to powiedział Kaladyn? Tupetka taka już była. A dzwoniący telefon to tylko przypadek.

- Wiesz, myślałem o tej dziewczynce – zaczął Miłek na widok Syczka następnego dnia. Ten jak zwykle gdzieś się spieszył. Biegł, nucąc pod nosem i niemal wpadł na Miłka.
Teraz spojrzał na niego, z trudem wracając do rzeczywistości. Jak zauważył Miłek, Kibaki nie należały do stworzeń lubiących wczesne wstawanie. Były wtedy zamyślone, rozespane i trudno się było z nimi porozumieć. Niemal tak trudno jak z ociężałym Haplikiem. Ba, rankiem można było nawet wygrać z nimi w warcaby, tak byli senni!
- Cśśś… - szepnął konspiracyjnie.
Rozejrzał się wokół. Ale na ścieżce byli sami. Miłek wybrał się na spacer, w przeciwieństwie do reszty mieszkańców Czarnego Lasu, którzy pochowali się przed upałem.
- A co myślałeś? – ziewnął Syczek.
Miłek zawahał się, nie do końca pewny, czy myśl, jaka się ukształtowała w jego rudej głowie, nadaje się do wypuszczenia w świat.
- Może by jej jakoś pomóc?
Na to Syczek otworzył usta ze zdziwienia. Nie wpadł na to wcześniej.
- Ale jak?
Zapadło milczenie. Słychać było jedynie wiatr czeszący drzewom korony, żeby były ładniejsze.
- Nie wiem – przyznał wreszcie Miłek. – Tak mi przyszło do głowy… - Teraz już był pewien, że wypuścił swą myśl za wcześnie, jak ludzie latawce, które spadały na ziemię.
- Można by – bez przekonania odparł Syczek. I pobiegł dalej.

Kaladyn zapewne napisałby, że to wstrząs wywołany dzwoniącym telefonem i uderzeniem w drzewo odpowiada za tę decyzję. Doszukiwałby się wcześniejszej zapowiedzi w postaci tęczy albo czegoś równie efektownego.
Tymczasem sprawa była prosta. Patrząc na mieszkańców Czarnego Lasu, którzy przyjęli go – obcego, zabłąkanego na ich teren – bardzo gościnnie, Miłek postanowił się zrewanżować. A że nie mógł być bardziej gościnny dla swoich gospodarzy niż był do tej pory – wyłączywszy Tupetkę – postanowił pomóc dziewczynce. Brak entuzjazmu Syczka nic tu nie zmieniał. Odkąd młody Kibak pokazał Martę Miłkowi, stała się ona także jego sekretem.
Ba!, ale jak to uczynić?
A propos Tupetki, ona również nie dała o sobie zapomnieć. Przyszła, pełna skruchy i spytała, czy Miłek chce wyjąć telefon ze ściany. – Bo jeśli tak, to ja się nie obrażę – dodała wyrozumiale. Pocierając guz wielkości śliwki, Miłek obiecał się zastanowić.
Kronikarz nie miał takich problemów, wreszcie był w swoim żywiole. Czarny długopis śmigał po kartkach niby oszalały, Kaladyn kreślił, poprawiał, nadpisywał i rozbudowywał. Mogło się wydawać, że nad Czarny Las nadciągnęły hordy barbarzyńców, którym mieszkańcy dzielnie stawili czoła w szeregu ciężkich bitew. Albo pożar zaczął pustoszyć Las i gdyby nie bohaterska obrona mieszkańców…
Rzecz jasna, żadna taka tragedia nie miała miejsca. Kronikarz sporządził jedynie nowy wpis do kroniki, streszczający historię koszmarnego przebudzenia Miłka.
Kiedy z dumą zaniósł mu księgę do przeczytania, spotkało go jednak podwójne rozczarowanie.
Najpierw dowiedział się, że ma nieczytelny charakter pisma. Nikt mu nigdy dotąd niczego takiego nie powiedział!
Oburzenie minęło Kaladynowi dopiero po chwili, gdy przypomniał sobie, że Miłek jest pierwszym czytelnikiem kroniki. Odtąd postanowił kaligrafować wpisy tak starannie, żeby każdy, ale to każdy, ale to absolutnie każdy mógł je przeczytać. Bo inaczej nawet najwspanialsza kronika nie zostanie przeczytana, a jeśli tak, to się zmarnuje.
Drugie rozczarowanie dotknęło Kaladyna o wiele bardziej.
- Ale to chyba nie o mnie? – stwierdził z lekkim zażenowaniem w głosie Miłek, odkładając kronikę na stolik pod ścianą. – Nie przypominam sobie trwającej godzinę walki ze straszliwym, niewidzialnym potworem, nim nadciągnęła odsiecz w osobie Tupetki.
- Oj, a co miałem napisać?! – zirytował się kronikarz, nerwowo podrywając się ze stołka. – Że wybiegłeś i wpadłeś na drzewo?
- Ale przecież wpadłem – Miłek ze zdziwienia aż otworzył pyszczek. – A nie ryczał żaden potwór, tylko zadzwonił telefon od Tupetki.
Kaladyn sięgnął po księgę. Przycisnął ją do piersi jak kwoka swoje kurczęta.
- Nie znasz się na pisaniu kroniki – mruknął z rozczarowaniem. I wyszedł z norki Miłka.
Ten pokiwał głową.
„Może i lepiej” – pomyślał. – „To musi być trudne, tak poprawiać prawdziwe zdarzenia, żeby były ciekawsze.”

<< powrót do Miłek z Czarnego Lasu