Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa - fragment rozdziału "Żelazny Las"

Robiło się ciemno. Felix zapalił latarkę i założył ją na ucho. Wyciągnął z kieszeni multitoola i zaczął nim dłubać w szczelinie. Rozległo się skrzypnięcie i w stalowym słupie otworzyła się klapka. Przyjaciele zajrzeli Felixowi przez ramię. Wewnątrz wnęki żarzyła się zielona lampka. Obok była druga lampka, ciemna, i duży przycisk.

- Niczego nie dotykaj - poprosił Net.

- Nie mogę się powstrzymać - odparł Felix, dotykając przycisku.

- To chociaż go nie wciskaj.

- To silniejsze ode mnie... - Felix wcisnął przycisk.

Wewnątrz coś szczęknęło i zaskrzypiało. Zielona lampka zgasła, a zapaliła się czerwona. Ziemia zadrżała. Przyjaciele odruchowo się schylili.

- No to po nas - szepnął Net.

Pieniek, wystający z mchu kilka kroków dalej, uniósł się, wyrywając korzenie z ziemi. Znieruchomiał dopiero na wysokości dwóch metrów. Przyjaciele skierowali światło latarek w tamtą stronę i ujrzeli, że został wypchnięty do góry przez stalowe pudło wielkości budki telefonicznej. Wolno podeszli bliżej. Powierzchnia metalu nie była zardzewiała, ale nosiła liczne ślady długiego przebywania w wilgoci. Rozległ się pojedynczy dzwonek i w pudle pojawiła się pionowa szczelina świecąca słabą żółcią. Przyjaciele odskoczyli, przestraszeni. Szczelina rozszerzyła się tworząc wejście. Towarzyszyło temu skrzypienie dawno nie konserwowanego mechanizmu.

- Winda - stwierdził Felix.

- Extra - przyznał szybko Net. - Wrócimy tu jutro, jak będzie jasno, i zbadamy to dokładniej.

Felix zajrzał do wnętrza windy.

- Zapuszczona, ale w dobrym stanie - ocenił.

- Chyba nie myślisz, że ja tam wejdę? - Net wzdrygnął się na samą myśl. - Bez szaleństw, stary...

- Możesz tu zaczekać - powiedziała wolno Nika.

- Tu? - Net rozejrzał się z niepokojem. - Sam? Ty też chcesz tam wejść?

- I tak już będzie afera...

- Ale ja nie mówię o aferze! Mówię o wchodzeniu do... niewiadomoczego!

- Podaj Manfredowi naszą pozycję - powiedział spokojnie Felix. - W razie czego będą wiedzieli, gdzie nas szukać.

Net spojrzał na niego ze złością.

- Ty już zakładasz, że ja tam tak czy inaczej wejdę? - zapytał.

- Tak sądzę. - Felix wzruszył. - Zawsze narzekasz, a potem i tak wchodzisz.

- W zasadzie... - Net zmarszczył brwi - mogę sobie darować etap narzekania.

Wyciągnął z plecaka minikomputer i otworzył go.

- No nareszcie - odezwał się Manfred. - Mniemam, że skoro mnie wywołaliście, to nie dla chęci pogawędki, tylko dlatego, że jestem niezbędnie potrzebny... Ho, ho, ho, co ja widzę... - Kamera nad ekranem odwróciła się. - Noc, winda w środku lasu... I trójka dzieci, które zamierzają z niej skorzystać. No jasne. Chcecie, żebym w razie czego powiadomił rozsądniejszą część ludzkości, gdzie szukać waszych zwłok?

- Coś w tym stylu - przytaknął Net. - Felix przeczyta ci naszą pozycję...

- Już ją ściągnąłem. Mam tego GPSa w zasięgu łączności bezprzewodowej. Kocham te nowe standardy! Za parę lat będę sobie mógł porozmawiać z czujnikiem ciśnienia w oponie samochodu przejeżdżającego obok... Zsynchronizowałem się z resztą mojej osoby, więc możecie bezpiecznie wchodzić do tej windy. Ściślej mówiąc... mogę zagwarantować jedynie, że wasze trumny nie zostaną zakopane puste...

- Dzięki, że nas podtrzymujesz na duchu - skwitował Felix. - Pogadamy, jak wrócimy na powierzchnię.

Net schował minikomputer do plecaka i powiedział:

- Boję się, że zjeżdżając zobaczymy coś strasznego, a winda i tak będzie musiała dojechać na sam dół...

- Tam na dole rozglądajcie się po ziemi - rzucił Felix, wchodząc do kabiny. - Chociaż nie sądzę, żeby to zaminowali, jednocześnie pozostawiając działającą windę. Oni mieli nadzieję tu wrócić.

- Skąd ta pewność? - Net zatrzymał się nagle na dwa kroki przed windą.

- Niemcy nie minowali swoich instalacji tylko je wysadzali - wyjaśnił Felix. - Chodziło o zniszczenie pozostawionych urządzeń i dokumentów. Każdą minę da się przecież rozbroić.

- No nie wiem, czy mam aż tak duże zaufanie do twojej wiedzy historycznej...

Wszedł jednak do windy. Teraz przyjaciele stali stłoczeni w ciasnej kabinie ociągając się z naciśnięciem przycisku. Na zewnątrz panowała już noc.

- Zróbmy to razem - zaproponowała Nika, kładąc palec na dużym, czarnym przycisku.

Chłopcy przytaknęli i położyli swoje palce obok.

- Na trzy - powiedział Felix. - Raz, dwa...

- Był taki kawał - szepnął drżącym głosem Net. - Jakie jest ostatnie zdanie wypowiadane w życiu przez różnych ludzi. Elektryk mówił "Co to za kabelek?", kierowca "Ten zakręt nie jest wcale taki ostry", a entomolog "Ten gatunek stonogi afrykańskiej chyba nie jest jadowity". W naszym przypadku zdanie brzmi "Zróbmy to razem".

- ... trzy - dokończył Felix.

Wspólnie wdusili przycisk i wstrzymali oddech. Drzwi, skrzypiąc, zasunęły się wolno. Zasunęła się też wewnętrzna krata. Chwilę nic się nie działo, tylko słabe, żółtawe światełko sączyło się z sufitu.

- Przynajmniej nie mamy klaustrofobii - stwierdziła Nika.

- To się zawsze jeszcze może wykształcić - odparł Net.

Kabina drgnęła i zaczęła wolno zjeżdżać w dół. Metalowa obudowa, która uniosła pieniek, wjechała tylko na dwa metry pod ziemię. Potem kabina, wykonana ze stalowych krat o drobnych oczkach, zjeżdżała samotnie przez betonowy szyb, popiskując kółkami. Po kilku sekundach beton się skończył. Pozostały tylko prowadnice na stalowych kratownicach i ciemność podziemnej przestrzeni. Latarki nauszne były zbyt słabe, by przebić mrok. Felix sięgnął do plecaka i wyciągnął mocniejszą latarkę. Dopiero jej światło dotarło do ściany.

- Łał... - szepnął z nabożeństwem Net, zapominając, że powinien się bać.

Ściana była odległa o jakieś pięćdziesiąt metrów. Nagle w dole coś chlupnęło i poczuli w butach wodę.

- Woda! - wrzasnął Net. - Toniemy!

- Stanęliśmy! - krzyknął Felix łapiąc przyjaciela za ramiona i potrząsając nim. - Jesteśmy na dole!

Faktycznie winda znieruchomiała, gdy mieli wodę po kostki. Krata odsunęła się na boki, a wraz z nią drzwi zamykające dostęp do szybu na tym poziomie. Ostrożnie wyszli z kabiny w ciemność.

- Gdyby wody było więcej... - Nika przełknęła ślinę i nie dokończyła.

- Czekajcie - powiedział Felix. - Jak wzburzymy wodę, podniesie się muł. Tak przynajmniej widać dno.

Spojrzeli pod nogi. Poza podwodną chmurą mułu, którą wzbili, widać było płaską podłogę.

- Myślicie, że ktoś tu może być? - Net rozejrzał się, próbując przeniknąć mrok, ale jednocześnie bojąc się tego, co może zobaczyć.

- Co ty! - zaprzeczył szybko Felix. - Po sześćdziesięciu latach?

- Z taką samą pewnością mówiłeś kiedyś "Na tym strychu nie ma duchów, to tylko gołąb." A potem mieliśmy Straszny Dwór i Milczenie Owiec w jednym.

- Możesz zostawić ten temat? - poprosiła Nika. - Wolę o tym rozmawiać na słonecznej plaży, albo gdziekolwiek indziej, byle nie tu.

Felix omiatał latarką otoczenie. Wątły promień światła wychwytywał z mroku betonowe klocki i stalowe kratownice, sterczące z wody.

- Czyli jest tu bezpiecznie? - Net dotknął wyrastające z ziemi kratownicy. Coś skrzypnęło i kratownica zaczęła się przechylać, wolno, ale coraz szybciej.

- Coś włączyłem - jęknął.

Chwilę później nastąpił potężny plusk, a po nim drugi, słabszy. Echo odbiło się kilka razy od niewidocznego w górze sklepienia i zapadła cisza.

- Przerdzewiała - powiedział po chwili Felix. - Dotknąłeś jej i pękła.

- Co ty robisz? - zapytała Nika, oglądając się za siebie.

Net gramolił się z wody.

- Pięknie! - powiedział, oglądając przemoczone ubranie. - Po prostu pięknie! Ja nie wiem, czy nie wolę na wakacje polecieć ze starymi do Grecji...

- Niczego więcej już nie dotykaj. - Felix poświecił. - Ta baza jest niewykończona - powiedział wolno.

- Extra! - Net kichnął dwa razy i wytarł nos mokrym rękawem. - Wykończy nas niewykończona baza.

Felix zaświecił nieco ponad głowami przyjaciół i zawołał:

- Chodźcie, ale patrzcie pod nogi.

Wolno ruszyli w kierunku ziejących pustką otworów okiennych nad prostokątnym wylotem tunelu. Na ścianach widać było różnego koloru linie i pasy - poziom wody musiał się zmieniać w różnych porach roku. Najwyższa linia znajdowała się prawie dwa metry nad ziemią.

Dotarli do wąskich schodów prowadzących w górę. Chlupiąc przemoczonymi butami ostrożnie weszli po nich do sterowni, suchej, ale równie niewykończonej co reszta.

- Nie zdążyli zamontować reszty urządzeń. - szepnął Felix. - Z jakiegoś powodu tego wszystkiego nie zniszczyli...

Panel sterowania, zajmujący całą szerokość sterowni, pełen był otworów i wystających z nich wiązek kabli. Poza tym stała tu tylko stalowa szafa, nie było nawet krzeseł.

- Czy możemy już wracać? - zapytał z nadzieją w głosie Net.

- Też wolałabym już być w hotelu - Nika opatuliła się szczelniej kurtką. - Strasznie tu zimno...

- Zbierajmy się - Felix jeszcze raz omiótł wzrokiem wnętrze sterowni. - Z powierzchni zadzwonimy do mojego taty.

- Mam złe przeczucia - szepnęła nagle Nika.

Net zatrzymał ich donośnym psyknięciem.

- Na pewno nikogo tu nie ma? - szepnął zdławionym głosem.

- Dlaczego pytasz? - zdziwił się Felix.

Zamiast odpowiedzieć, Net wskazał latarką za otwór okienny. W dole po wodzie rozchodziły się kręgi, których źródło było gdzieś pod przeciwległą ścianą.

- To na pewno odbicie fali, którą zrobiłeś tą kratownicą - powiedział bez przekonania Felix.

Zeszli po schodach i z niechęcią zanurzyli stopy w zimnej wodzie. Znów zamarli bez ruchu, nasłuchując. Po chwili do ich uszu dobiegło jakby ciche pluskanie. Latarka w ręce Neta zaczęła drżeć.

- Jak mówisz "pewnie" to zwykle znaczy, że nie jesteś pewien - jęknął. - Ja się nie nadaję do takich akcji...

- Wracamy - zadecydował Felix.

Nika złapała go za ramię i powiedziała:

- Te odgłosy dochodzą też od strony windy. Patrzcie na kierunek fal.

Pluskanie stawało się coraz wyraźniejsze, a fale, uderzające o nogi przyjaciół, nie mogły być wynikiem odbić po upadku kratownicy.

- Idąc do windy spotkamy ich źródło... - przyznał Felix.

Wpatrywali się w ciemność, ale widzieli tylko falowanie wody.

- Coś tam się porusza - Felix próbował przebić wzrokiem ciemność - jakby woda wybijała spod podłogi.

- Wiesz, jak stąd wyjść? - zapytała Nika.

- Tamtędy - Felix odwrócił się i wskazał czarny otwór tunelu pod oknami sterowni. - Tyle, że jego koniec jest zamurowany.

Pluskanie stawało się coraz wyraźniejsze. Net ponownie skierował latarkę w tamtą stronę. W wodzie coś się kotłowało. Setki malutkich światełek błyskały w ich stronę.


Strona glowna