Obudziły ich wibracje podłogi. Skórzane fotele trzęsły się, jakby szarpało za nie kilka par rąk.
- Trzęsienie ziemi? - zapytał sennie Net, wolno otwierając oczy.
- Raczej jakiś eksperyment piętro wyżej - Felix zbagatelizował zjawisko. - W Instytucie to normalne.
- Znów słyszę ten dźwięk - powiedział Net. - Konie...
Powoli docierało do nich, że kilka kondygnacji pod ziemną nie powinni słyszeć pędzących koni. Równocześnie rozbudzili się do końca i wyprostowali w swoich fotelach. Tyle, że to nie były fotele, a oni nie znajdowali się kilka kondygnacji pod ziemią. Był wieczór, za oknem przesuwały się drzewa. Rzeczywistość docierała do nich z oporami, ale w końcu stało się całkowicie pewne, że znajdują się w pędzącym pojeździe. Zerwali się z kanapy.
- Ja cię! - wrzasnął Net. - Porwano nas!
Felix próbował złapać za klamkę, ale drzwi były wyłożone miękką skórą, bez jakichkolwiek klameczek, ani korbek.
- To ta karoca! - krzyknął, rozglądając się po ciemnym wnętrzu w poszukiwaniu czegoś, czym można by wybić szybę. Sięgnął do kieszeni, ale nie znalazł w nich nic.
- Ktoś nam opróżnił kieszenie.
- I zabrał plecaki - dodał Net.
Felix złapał się rzemiennej rączki i kopnął nogą w szybę. Szkło było jednak zbyt mocne. Poprawił kilka razy pięściami i zrezygnował.
Karocą zaczęło rzucać, więc usiedli na kanapie i rozejrzeli się po wnętrzu. Wyglądało jak przedział z bardzo starego wagonu. Na wprost nich znajdowała się druga, identyczna kanapa. Nad nimi były półki na bagaż, w rogach okien bujały się pluszowe zasłonki. Na zewnątrz, w latarenkach drżały naftowe płomyki. Czasem znad krawędzi dachu wyłaniał się na moment skraj szaty woźnicy.
- Jak to możliwe? - zapytał cicho Net. - Instytut miał być tak dobrze strzeżony jak pałac prezydencki, albo i lepiej.
- Właśnie się zastanawiam...
- Może sczyścili nam pamięć, jak tym robotom Mortena, i nie pamiętamy ostatnich paru godzin...
Spojrzeli na siebie z przerażeniem.
- Morten... - powiedzieli jednocześnie, a Felix dokończył. - Niedokładnie go sczyścili. Uruchomił się, porwał nas i uciekł.
- Zamienił się w karocę? - dodał bez przekonania Net. - Przecież ktoś by go gonił!
Wstali i wyjrzeli przez małą, owalną szybkę w tylnej ścianie. Ukazywała pustą, leśną drogę.
- Fakt - przyznał Felix. - Express do kawy i sokowirówka nie potrafiłyby się zamienić w to. - Popukał paznokciem w fragment drewnianej konstrukcji, wystający spomiędzy elementów skórzanej tapicerki. Potem przysunął twarz do szyby i spojrzał w przód, na ile to było możliwe.
- Ani tym bardziej w szóstkę koni. Absurdalna sytuacja, nie?
Net wskoczył na przednią kanapę i zaczął walić pięściami w ściankę i sufit, ale one również były wyłożone miękką skórą.
- Halo! Proszę pana! Panie kierowco! - Próbował jeszcze chwilę. Wreszcie zrezygnowany usiadł na kanapie. - Koński Rolls-Royce, po prostu. Niezła fura z hard topem, wszędzie plusze i wytłumienia. Tylko telefonu pokładowego nie ma...