Fan fiction


Krystian Budulski, lat 10 - "KRYSTIAN, PIOTREK I DANIEL ORAZ SKARB ZAGADKA"

Cześć! Nazywam się Krystian i wraz z moimi przyjaciółmi Piotrkiem i Danielem oraz dwoma psami o imieniu Lucky czyli golden retriever (po polsku znaczy szczęściarz) i Niko czyli jamnik (krótkowłosy) szukamy ciekawych przygód i tego skarbu. A no właśnie. Wczoraj znalazłem w piwnicy mojego prapradziadka mapę prowadzącą właśnie do niego. Opowiem wam o tym. W pewny słoneczny dzień bawiliśmy się w piłkę, a bramka była właśnie tam, gdzie otwarte drzwi do piwnicy. Zapomnieliśmy ich zamknąć i piłka właśnie tam wpadła. Piotrek wyjął latarkę z kieszeni i poświecił nią po całej piwnicy. Lucky i Niko też węszyli i nagle Niko nadepnął na coś. I tym czymś była mapa. Daniel ją podniósł i wszyscy ją zobaczyliśmy. W tym momencie kiedy Daniel ją podniósł to zapaliło się światło i ujrzeliśmy dziwne roboty które zaczęły się ruszać. Przestraszyliśmy się i uciekliśmy z piwnicy. Spojrzeliśmy na nią drugi raz i okazało się że ta mapa prowadzi do skarbu. Na drugi dzień postanowiliśmy że odnajdziemy skarb. Więc ja Piotrek i Daniel wzięliśmy plecaki i w drogę! Wychodzimy z naszego miasta i wchodzimy w las. Lucky spojrzał w górę i zaszczekał. Spojrzeliśmy wszyscy w górę, a tam lata jakiś sztuczny pterodaktyl. - W nogi! - zawołałem. Wybiegliśmy pędem z lasu, ale przed nami były wielkie góry. Wędrowaliśmy po szczytach i na jednej z gór zrobiliśmy przystanek. Zapadła noc. Następnego dnia obudziliśmy się wyszliśmy z namiotów poskładaliśmy wszystkie rzeczy i idziemy dalej. Powoli schodzimy z gór a tu robot na... sankach. Tym razem nie schodzimy tylko pędzimy. Uciekliśmy przed robotem i wylądowaliśmy na pustyni. Słońce strasznie razi ale jakoś idziemy. Przeszliśmy przez pustynie. A przed nami wielki wulkan. Idziemy na szczyt wulkanu. A na szczycie nareszcie widać zamek. Biegniemy do zamku stoimy przed wielką bramą. Daniel zadzwonił i otworzyła się. Weszliśmy a brama się zamknęła. Jakieś zielone cuś przeleciało ale my już byliśmy na schodach prowadzących na szczyt wieży. Doszliśmy na szczyt i patrzymy a tam wielka skrzynia. Przeleciało cuś nr 2 tylko jakieś czarne. Podeszliśmy i otworzyliśmy skrzynię i... było tam mnóstwo brylantów jak zwykle złotych monet. Coś zaryczało i wyjrzałem przez okno i ujrzałem gigantycznego oczywiście smoka (co to byłby za zamek bez smoka). - Musimy stąd uciekać! - krzyknąłem. Wszyscy nieśliśmy skarb w powrotną drogę. Nadźwigaliśmy się i na szczęście doszliśmy do domu. Moja mama spytała się skąd go mamy a my na to że z zamku. - A przypadkiem nie tam gdzie mieli zrobić zamek dla dzieci? - powiedziała mama. My zdziwieni poszliśmy do mojego komputera szukamy w Internecie i dowiedzieliśmy się że za tydzień mają otworzyć czynny ale nie skończony zamek "STRASZIDLAKOWO". Więc stwierdziliśmy wszyscy - UPS!!!!


Możecie podyskutować o tym opowiadaniu na forum dyskusyjnym Felixa, Neta i Niki.


Strona glowna