« Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek 2. Mała Armia - fragment 1 | Home | Mars - pełnowartościowa lektura »

Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek 2. Mała Armia - fragment 2

2009/07/9

FNiN OS2 okladka– Na początek sprawdzimy szkolną stołówkę – powiedział ze złośliwym uśmieszkiem inspektor Ronald Szus. – O tej porze, kiedy wszyscy naraz chcą coś zjeść, najłatwiej o zaniedbania i potknięcia.
– Aha… – Dyrektor magister inżynier Juliusz Stokrotka posłał pytające spojrzenie sekretarce, ale pani Helenka, niezrażona obecnością inspektora, piłowała paznokcie. – To chodźmy.
Stołówka miała być zorganizowana w sali z dużym zapleczem, wyposażonym w umywalkę. Przydatna sprawa przy nowym zastosowaniu.
W milczeniu weszli po schodach. Dyrektor nie chciał dopuszczać do siebie złych przeczuć, co nie było łatwe. Za dobrze wiedział, jak nierozgarnięta jest pani Helenka. Ale właściwie… cóż można źle zrobić przy zamawianiu cateringu do szkoły? Banalna sprawa.
Doszli do sali - tabliczka na drzwiach dumnie informowała, że za nimi znajduje się „Stołówka”. Pierwsze ukłucie niepokoju pojawiło się u dyrektora wraz z zapachem, wydobywającym się zza drzwi. Nie była to woń gotowanych w wielkim garze ziemniaków ani odgrzewanej zupy ogórkowej. Dyrektor położył dłoń na klamce i przełknął ślinę. Coś nie pozwalało mu wykonać kolejnego ruchu.
– Czy możemy? – zachęcił inspektor.
Cóż, trzeba się z tym zmierzyć. Stokrotka wziął głęboki oddech, skinął głową i otworzył drzwi.
– Oto nasza sto… – zaniemówił w pół słowa, kompletnie zaskoczony widokiem, jaki się przed nimi rozciągał. Przełknął ślinę i dokończył – łówka…
Między nakrytymi białymi obrusami stołami krążyli eleganccy kelnerzy. Uczniowie, z serwetami zatkniętymi za kołnierze lub rozłożonymi na kolanach, zamawiali dania z eleganckich kart menu, a przenośna kuchnia, zorganizowana na zapleczu, sprawnie przygotowywała wykwintne posiłki. Świeczki w posrebrzanych lichtarzach wprowadzały w stołówce romantyczny nastrój, kontrastujący z burą aurą za oknami. Kosze sztucznych owoców i kwiaty czyniły wnętrze przytulniejszym. Na długich stołach pod ścianą oczekiwał na gości bar sałatkowy. Był też stojak z winami, ale na szczęście wszystkie butelki pozostały zakorkowane.
– Witam państwa. – Jeden z kelnerów uśmiechnął się szeroko na widok nowych gości. – Źyczą sobie państwo stolik dla palących czy niepalących?
– Ha… a… – jęknął dyrektor. Zdołał tylko zamachać rękoma, że niczego nie chcą.
– A, pan dyrektor – zorientował się kelner. – To pan będzie podpisywał fakturę? Świetnie. Może chociaż usiądą państwo na kawę?
– He… e… – wydukał Stokrotka i rozejrzał się po stołówce. Wyglądała raczej jak restauracja w najlepszym hotelu w mieście. Rzut oka na leżący obok drzwi stosik kart menu potwierdził to przypuszczenie. Catering był zamówiony w restauracji jednego z najlepszych warszawskich hoteli.
Przy najbliższym stoliku kelner przyjmował właśnie nowe zamówienie.
– Poproszę kotlet z dzika na borowikach saute i zeszklonej czerwonej cebuli z dodatkiem ziemniaków parisienne – powiedział z miną znawcy Net – a dla koleżanki foie gras z konfiturą figową. Do tego dwa razy cola.
– Ja poproszę hamburgera z frytkami i ketchupem – dodał Felix. – I też colę.
– Co się tak ograniczasz?
– Muszę pomyśleć, a wykwintne dania mnie rozpraszają.
Szus przeglądał menu wystawione przy wejściu i przełykał ślinę. Dyrektor też przeglądał menu, ale całą uwagę skupiał na prawej kolumnie, tej z cenami. Inspektor wciągnął nosem dobiegające z kuchni aromaty. Profesjonalizm wziął jednak górę nad łakomstwem.
– Tak dobrze przygotowanej stołówki jeszcze nie widziałem – oświadczył. – Zaliczone, nawet bez sprawdzania szczegółów. Możemy przejść do sprawy segregacji odpadów?
– Przepraszam na moment. – Dyrektor, cały czerwony na twarzy, poluzował muszkę. Zaczął się wolno wycofywać. – Muszę odbyć krótką rozmowę z moją sekretarką.

Uczta w szkolnej stołówce rozwijała się w najlepsze. Mimo że przerwa się już skończyła, gości wciąż przybywało i prawie wszystkie miejsca były zajęte.
Nika zjadła ostatni kęs i z błogim wyrazem twarzy odsunęła od siebie talerz.
– Nie sądziłam, że coś tak smacznego w ogóle istnieje – powiedziała.
– Nie chciałabyś widzieć, jak są hodowane gęsi, z których robi się ten pasztet – odparł Felix. – Wkłada się im do gardła rurę i wtłacza karmę.
Nika zasłoniła usta dłonią i z przerażeniem spojrzała na pusty talerz.
– Trzeba było wcześniej powiedzieć… Zamówiłabym co innego.
– Spoko – uśmiechnął się Net. – To ja zamówiłem. Jeśli chodzi o sumienie, pójdzie na moje konto.
– Od kwadransa trwa matematyka! – zorientowała się nagle Nika.
– Luz. Zerknijmy na kartę deserów. Kiedy ostatnio byłaś w takiej knajpie?
– Ze dwa wcielenia temu. Ale matma…
– Spójrz lepiej tam. – Net wskazał głową drugi koniec sali. Przy honorowym stole siedziała matematyczka i wpychała w siebie suflet czekoladowy, Eftep dumnie wcinał spaghetti all’amatriciana, nie schylając przy tym głowy. Przy końcu stołu, z nabitym na widelec pulpetem, drzemał profesor Cedynia.
– Plan lekcji nieco się zdezaktualizował – przyznała Nika. – Dobra. Pokaż tę kartę deserów. Wiecie co? Myślę, że ta stołówka to przegięcie. To dość dziwne.
– Jeśli nie dostaniemy na koniec rachunku, to ja nie mam nic przeciwko. – mruknął Net z pełnymi ustami.
Na salę weszli Lucjan z Aurelią. Upewnili się, że Ekierka zabiera się właśnie do kolejnego deseru i poprowadzeni przez kelnera usiedli przy stoliku.
– Nie kłamali – pokiwał głową Lucjan.
– Czy jest comber z sarny? – zapytała Aurelia.
– Przykro mi, nie mamy tego w menu. – Kelner podał dziewczynie kartę, drugą wręczył Lucjanowi.
– Nie ma? – Aurelia uniosła brwi w udawanym zdziwieniu. – W szkolnej stołówce nie ma combra z sarny?
– Bardzo mi przykro. – Kelner był profesjonalistą. – Jeśli ceni pani dziczyznę, polecam szynkę z dzika duszoną w winie z porami i migdałami.
– Dla mnie hamburger i frytki z ketchupem – zadecydował Lucjan bez otwierania menu. – I cola.
– A jest może turnedo’s z polędwicy wołowej? – nie dawała za wygraną Aurelia.
– A może są końskie ogony w sosie paprociowym? – mruknęła pod nosem Nika.
Net parsknął i wypluł trochę tiramisu na Felixowy rękaw.
W stołówce pojawiła się Klaudia. Usiadła przy wolnym stoliku. Obok od razu wyrósł jak spod ziemi kelner. Dziewczyna o coś go zapytała, nie było słychać o co.
– Czy są pyzy? – powiedział teatralnym szeptem Net, udając, że podkłada głos.